Rozdział 2
Wyciągnęłam
z kieszeni telefon. Było już po 3 nad ranem. Wprowadziłam numer
112. Ręce trzęsły mi się jak cholera. Odebrał jakiś damski
głos.
-Tak,
słucham? W czym mogę pomóc?-miała bardzo łagodny, uspakajający
i przyjacielski głos.
-Dobry
wieczór, jestem na imprezie i moja przyjaciółka poszła do
łazienki i bardzo długo nie wracała. Więc postanowiłam pójść
sprawdzić co się dzieje i zobaczyłam ją leżącą na ziemi. Nie
wiem co się stało i nie wiem co robić. Wygląda jak by zemdlała,
ale to do niej nie podobne ona jeszcze nigdy niezemdlała i ogólnie
jak na nią nie wypiła aż tak dużo bo zaledwie 5 drinków a
potrafi wypić ich dwa razy tyle i to o wiele mocniejszych. I
naprawdę nie wiem ile już tu tak może leżeć- zaczęłam się
jąkać i nagle wybuchnęłam panicznym płaczem. Łzy szybko
spływały mi po policzkach.- Ona, ona jest fioletowo-zielona. Proszę
pomóżcie, zróbcie coś. Proszę!!- Nie miałam już siły mówić.
Klęczałam koło Jessy trzymając ją za rękę. Nagle usłyszałam
kobiecy, łagodny głos po drugiej stronie słuchawki.
-Dobrze,już
wysyłam karetkę. Proszę mi jeszcze powiedzieć gdzie i jak dokąd
mamy dojechać i jak by mogła pani sprawdzić czy ona oddycha i czy
ma wyczuwalny puls.- Szybko sprawdziłam te dwie rzeczy.
-Oddycha
ale bardzo ciężko i słabo a puls jest ledwo co wyczuwalny.
Znajdujemy się na ulica Clematis
Street 89. Zachodnia
część Londynu.
-Dobrze,
wiem. Będziemy za maksymalnie 10 minut. Do widzenia.
-Okay,
do widzenia.- Po drugiej stronie było słychać już tylko
upierdliwe piszczenie. Klęczałam i płakałam. Byłam załamana.
Nie tak miało być. Miał być udany, śmieszny wieczór.
***
Jadę
karetką. Obok na przenośnym łóżku leży moja przyjaciółka. Na
przeciwko siedzi dwóch lekarzy przytrzymujących łóżko aby nie
obijało się o ściany. Trzeci podczepia Jessy kroplówkę. Jedziemy
na sygnale. Ona się nie rusza. Nawet nie otworzyła jeszcze oczu.
Nikt jak na razie nie wie co się stało. Karetka się zatrzymuje.
Drzwi się otwierają. Widzę o wiele więcej lekarzy. Pomagają
wyładować składane łóżko na którym nieruchomo leży pacjent.
Szybkim tempem wszyscy wbiegamy do szpitala. Kierujemy się na
oddział nagłych, niewiadomych przypadków. Do nas dobiegają jakieś
pielęgniarki. Kilka biegnie i otwiera przed nami drzwi. Zdążyłam
szybko przeczytać napis na drzwiach.
Sala do badań ogólnych, nieupoważnionym wstęp wzbroniony. Szybko
wśliznęłam się do środka za nimi tak aby mnie nikt nie zauważył.
Ale jednak niestety nie udało się jedna z pielęgniarek zauważyła
mnie.
-Niestety
pani nie ma tu wstępu. Musi pani poczekać przed drzwiami.
-Na
pewno muszę. To moja przyjaciółka?!
-Bardzo
mi przykro ale takie są przepisy.- nic już jej nie odpowiedziałam
tylko spokojnie wyszłam za drzwi i usiadłam na jednym z krzesełek.
Czekałam i czekałam ale nikt z tam tąd nie wychodził. Była już
5 nad ranem. Zaczęły mi już powoli opadać powieki. Robiły się
coraz cięższe. Ale starałam się nie zasnąć. W pewnej chwili
poczułam wibracje w ręku. To był mój telefon, który trzymałam w
rękach z całych sił. Popatrzyłam na wielki wyświetlacz, ale
numer który do mnie dzwonił był nieznany. Nie pamiętam abym komuś
dawała mój numer telefonu i na dodatek żeby ktoś znajomy mógłby
dzwonił do mnie o takiej porze. Nie wiedziałam czy odebrać. Po
długiej walce samej ze sobą wygrała adrenalina. Nacisnęłam
zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Tak
słucham?-zapytałam, ale nikt się nie odezwał, już chciałam się
rozłączyć gdy nagle w telefonie zabrzmiał ochrypły głos.
-Masz
piękny głos, Aniołku-serce podskoczyło mi do gardła. Nie mogłam
uwierzyć.
-Kto
mówi?-zapytałam bardzo dobrze znając odpowiedź.
-Bardzo
dobrze wiesz kto.- zaśmiał się tym czarującym głosem. Słyszałam
ten śmiech zaledwie dwa razy a już się w tym zakochałam. Kocham
jak się tak śmieje. Nienawidzę ciszy, cisza jest straszna, cisza
jest krępująca. Nie odezwałam się odsunęłam telefon od ucha i
już prawie dotykałam czerwoną słuchawkę, kiedy on się odezwała.
-Nie,
nie rozłączaj się!!!-powiedział to prawie szeptem.
-Skąd
wiedziałeś, że chce się rozłączyć?
-Bo
jestem obok ciebie- nagle się rozłączył. Co on powiedział? Że
co on tu jest? Wstałam szybko na równe nogi. Zaczęłam się
rozglądać po pomieszczeniu. Stanęłam na środku pokoju. Najpierw
zaczęłam się rozglądać przed sobą potem z prawej i lewej.
Odwróciłam się by zobaczyć jeszcze z tyłu. I wtedy właśnie
stanęłam z nim twarzą w twarz. Krzyknęłam z przerażenia. Stał
kilka milimetrów od mojej klatki piersiowej i się słodko
uśmiechał. Przypomniała mi się moja starsza siostra. A jak on mi
zrobi to co Jackob mojej kochanej siostrze. Nie!!! Krzyczałam sobie
w myślach. Ja jestem silniejsza!!! Zerwałam się na równe nogi.
Biegłam przed siebie. Sama nie wiedziałam gdzie biegnę byłam w
tym szpitalu pa raz pierwszy. Odwróciłam się na sekundę by
sprawdzić czy już go zgubiłam. Ale nie, on był dwa kroki za mną.
Przyśpieszyłam tempo ale on był szybszy. Złapał mnie za przed
ramie i przyciągną do siebie. Stanęliśmy. Ja się wyszarpywałam
ale on nie dawał za wygraną był silniejszy. O wiele silniejszy.
-Czemu
uciekasz? Ja ci nic nie zrobię. Nie bój się mnie.-spojrzał mi
prosto w oczy. Jego brązowe tęczówki patrzyły się prosto w moje
zielone. Przestałam się szarpać.
-Jak
mnie znalazłeś?- wysyczałam przez zaciśnięte zęby- I skąd masz
mój numer telefonu?
-Dzisiaj
na imprezie na sekundę wziąłem twój telefon i zapisałem twój
numer. I przez to teraz namierzyłem twój telefon. Proste Angel
spokojnie nie wkurzaj się.- i znowu ten uśmiech.
-Nie
można tak!!!!-wydarłam się prosto mu w twarz.
-Panno
Grey, spokojnie.
-Skąd
znasz moje nazwisko. Ja nawet nie wiem jak ty masz na imię. Skąd ty
tyle o mnie wiesz?
NO I MAMY ROZDZIAŁ DRUGI KOCHAM WAS!!!!
KOLEJNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ MOŻE.................W................PIĄTEK.........RANO <3 XHSKLCHISOABWJGCBAJKBXK
NO I MAMY ROZDZIAŁ DRUGI KOCHAM WAS!!!!
KOLEJNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ MOŻE.................W................PIĄTEK.........RANO <3 XHSKLCHISOABWJGCBAJKBXK