środa, 12 lutego 2014

                         Rozdział 2

Wyciągnęłam z kieszeni telefon. Było już po 3 nad ranem. Wprowadziłam numer 112. Ręce trzęsły mi się jak cholera. Odebrał jakiś damski głos.
-Tak, słucham? W czym mogę pomóc?-miała bardzo łagodny, uspakajający i przyjacielski głos.
-Dobry wieczór, jestem na imprezie i moja przyjaciółka poszła do łazienki i bardzo długo nie wracała. Więc postanowiłam pójść sprawdzić co się dzieje i zobaczyłam ją leżącą na ziemi. Nie wiem co się stało i nie wiem co robić. Wygląda jak by zemdlała, ale to do niej nie podobne ona jeszcze nigdy niezemdlała i ogólnie jak na nią nie wypiła aż tak dużo bo zaledwie 5 drinków a potrafi wypić ich dwa razy tyle i to o wiele mocniejszych. I naprawdę nie wiem ile już tu tak może leżeć- zaczęłam się jąkać i nagle wybuchnęłam panicznym płaczem. Łzy szybko spływały mi po policzkach.- Ona, ona jest fioletowo-zielona. Proszę pomóżcie, zróbcie coś. Proszę!!- Nie miałam już siły mówić. Klęczałam koło Jessy trzymając ją za rękę. Nagle usłyszałam kobiecy, łagodny głos po drugiej stronie słuchawki.
-Dobrze,już wysyłam karetkę. Proszę mi jeszcze powiedzieć gdzie i jak dokąd mamy dojechać i jak by mogła pani sprawdzić czy ona oddycha i czy ma wyczuwalny puls.- Szybko sprawdziłam te dwie rzeczy.
-Oddycha ale bardzo ciężko i słabo a puls jest ledwo co wyczuwalny. Znajdujemy się na ulica Clematis Street 89. Zachodnia część Londynu.
-Dobrze, wiem. Będziemy za maksymalnie 10 minut. Do widzenia.
-Okay, do widzenia.- Po drugiej stronie było słychać już tylko upierdliwe piszczenie. Klęczałam i płakałam. Byłam załamana. Nie tak miało być. Miał być udany, śmieszny wieczór.

***

Jadę karetką. Obok na przenośnym łóżku leży moja przyjaciółka. Na przeciwko siedzi dwóch lekarzy przytrzymujących łóżko aby nie obijało się o ściany. Trzeci podczepia Jessy kroplówkę. Jedziemy na sygnale. Ona się nie rusza. Nawet nie otworzyła jeszcze oczu. Nikt jak na razie nie wie co się stało. Karetka się zatrzymuje. Drzwi się otwierają. Widzę o wiele więcej lekarzy. Pomagają wyładować składane łóżko na którym nieruchomo leży pacjent. Szybkim tempem wszyscy wbiegamy do szpitala. Kierujemy się na oddział nagłych, niewiadomych przypadków. Do nas dobiegają jakieś pielęgniarki. Kilka biegnie i otwiera przed nami drzwi. Zdążyłam szybko przeczytać napis na drzwiach. Sala do badań ogólnych, nieupoważnionym wstęp wzbroniony. Szybko wśliznęłam się do środka za nimi tak aby mnie nikt nie zauważył. Ale jednak niestety nie udało się jedna z pielęgniarek zauważyła mnie.
-Niestety pani nie ma tu wstępu. Musi pani poczekać przed drzwiami.
-Na pewno muszę. To moja przyjaciółka?!
-Bardzo mi przykro ale takie są przepisy.- nic już jej nie odpowiedziałam tylko spokojnie wyszłam za drzwi i usiadłam na jednym z krzesełek. Czekałam i czekałam ale nikt z tam tąd nie wychodził. Była już 5 nad ranem. Zaczęły mi już powoli opadać powieki. Robiły się coraz cięższe. Ale starałam się nie zasnąć. W pewnej chwili poczułam wibracje w ręku. To był mój telefon, który trzymałam w rękach z całych sił. Popatrzyłam na wielki wyświetlacz, ale numer który do mnie dzwonił był nieznany. Nie pamiętam abym komuś dawała mój numer telefonu i na dodatek żeby ktoś znajomy mógłby dzwonił do mnie o takiej porze. Nie wiedziałam czy odebrać. Po długiej walce samej ze sobą wygrała adrenalina. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Tak słucham?-zapytałam, ale nikt się nie odezwał, już chciałam się rozłączyć gdy nagle w telefonie zabrzmiał ochrypły głos.
-Masz piękny głos, Aniołku-serce podskoczyło mi do gardła. Nie mogłam uwierzyć.
-Kto mówi?-zapytałam bardzo dobrze znając odpowiedź.
-Bardzo dobrze wiesz kto.- zaśmiał się tym czarującym głosem. Słyszałam ten śmiech zaledwie dwa razy a już się w tym zakochałam. Kocham jak się tak śmieje. Nienawidzę ciszy, cisza jest straszna, cisza jest krępująca. Nie odezwałam się odsunęłam telefon od ucha i już prawie dotykałam czerwoną słuchawkę, kiedy on się odezwała.
-Nie, nie rozłączaj się!!!-powiedział to prawie szeptem.
-Skąd wiedziałeś, że chce się rozłączyć?
-Bo jestem obok ciebie- nagle się rozłączył. Co on powiedział? Że co on tu jest? Wstałam szybko na równe nogi. Zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu. Stanęłam na środku pokoju. Najpierw zaczęłam się rozglądać przed sobą potem z prawej i lewej. Odwróciłam się by zobaczyć jeszcze z tyłu. I wtedy właśnie stanęłam z nim twarzą w twarz. Krzyknęłam z przerażenia. Stał kilka milimetrów od mojej klatki piersiowej i się słodko uśmiechał. Przypomniała mi się moja starsza siostra. A jak on mi zrobi to co Jackob mojej kochanej siostrze. Nie!!! Krzyczałam sobie w myślach. Ja jestem silniejsza!!! Zerwałam się na równe nogi. Biegłam przed siebie. Sama nie wiedziałam gdzie biegnę byłam w tym szpitalu pa raz pierwszy. Odwróciłam się na sekundę by sprawdzić czy już go zgubiłam. Ale nie, on był dwa kroki za mną. Przyśpieszyłam tempo ale on był szybszy. Złapał mnie za przed ramie i przyciągną do siebie. Stanęliśmy. Ja się wyszarpywałam ale on nie dawał za wygraną był silniejszy. O wiele silniejszy.
-Czemu uciekasz? Ja ci nic nie zrobię. Nie bój się mnie.-spojrzał mi prosto w oczy. Jego brązowe tęczówki patrzyły się prosto w moje zielone. Przestałam się szarpać.
-Jak mnie znalazłeś?- wysyczałam przez zaciśnięte zęby- I skąd masz mój numer telefonu?
-Dzisiaj na imprezie na sekundę wziąłem twój telefon i zapisałem twój numer. I przez to teraz namierzyłem twój telefon. Proste Angel spokojnie nie wkurzaj się.- i znowu ten uśmiech.
-Nie można tak!!!!-wydarłam się prosto mu w twarz.
-Panno Grey, spokojnie.
-Skąd znasz moje nazwisko. Ja nawet nie wiem jak ty masz na imię. Skąd ty tyle o mnie wiesz?

NO I MAMY ROZDZIAŁ DRUGI KOCHAM WAS!!!!
KOLEJNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ MOŻE.................W................PIĄTEK.........RANO <3 XHSKLCHISOABWJGCBAJKBXK