Rozdział
3
-Skąd
ty tyle o mnie wiesz?- Byłam zaskoczona.
-Z
profilu. Bo wiesz, że każdy człowiek ma swój profil w bazie
danych.
-Nie
wieże szukałeś mnie w bazie danych?- Moje oczy nabrały większych
rozmiarów.
-Tak,
a coś ci nie pasuje- Powiedział i zaczął się śmiać.
-Tak
nie pasuje. Dlaczego akurat ja? Przecież jest tyle dziewczyn na
świecie. Czemu ja?- zaczęłam krzyczeć. Zapanowała cisza.
Niezręczna cisza. Nie mieliśmy już kontaktu wzrokowego. Patrzyłam
się prosto na jego usta w oczekiwaniu na odpowiedz. On jednak
patrzył się na swoje ręce. Minęło zaledwie kilkadziesiąt
sekund, ale ja czułam jakby właśnie mijała wieczność. Nareszcie
przerwał tą niezręczną cisze. Mówił szeptem i bardzo ale to
bardzo wolno.
-Bo
jesteś inna. Wpadłaś mi w oko.- co on właśnie powiedział? Że
ja niby jestem inna? Co to miało znaczyć? Nie rozumiem.
-Co
masz na myśli mówiąc inna?-podniósł wzrok i popatrzyliśmy się
prosto w nasze tęczówki. No i znowu cisza. Boże, dlaczego jak ja
nie znoszę ciszy. Cisza jest moim cichym zabójcą. Ona zabija mnie
powoli, brutalnie i boleśnie od środka. I nic nie mogę z tym
zrobić. Niestety. Do moich uszu dotarł jego piękny śmiech. Już
myślałam, że usłyszę odpowiedź. Ale byłam taka naiwna.
-Co
ty tu w ogóle robisz? Co robisz w szpitalu o 5 rano?- no nie wieże
zmienił temat, co za huj. Zaraz mnie chyba szlak trafi. Ale z
drugiej strony nie wiem czy chce poznać prawdę.
-Jestem
tu z przyjaciółką. Jessy.
-Ale
co się stało?- zmarszczył brwi. Jego oczy pociemniały wręcz
zmieniły kolor na czarny.
-Na
imprezie poszła do łazienki bo było jej niedobrze. Bardzo długo
nie wracała więc poszłam do niej. I - zaczęłam się jąkać.
Poczułam gorące łzy napływające do moich oczu, które pchały
się do wypłynięcia. A moje wargi zaczęły latać jak szalone. Nie
mogłam nic z siebie wydusić. Ale musiałam. Gdybym tego komuś nie
powiedziała to bym chyba wybuchła.- I zobaczyłam ją leżącą na
środku łazienki. Na ziemi. Wyglądała jak by zemdlała. Ale nie
wiem ile już tak musiała leżeć. Wypiła zaledwie pięć drinków.
Jak na nią to mało. Były imprezy, na których wypijała ich z
jedenaście. A teraz. Teraz. Teraz ona. Ona wyglądała jak by
umarła. Miała wielkie problemy z oddychaniem, zamknięte oczy i
strasznie słabo wyczuwalny puls. Po prostu wyglądała jak śmierć.-
łzy jak wodospad wypływały i spływały po moich policzkach a
następnie mocząc moją obcisłą bluzkę. Patrzyliśmy się prosto
w swoje oczy. Miałam wszystko zamazane. Miałam wszystko jak za
mgłą. Ale tylko jedną rzecz widziałam dobrze, wyraźnie. To były
jego oczy. Jego przepiękne oczy. Jego ciemno brązowe tęczówki,
które wciągały mnie w siebie jak jakaś nieskończona, ciemna
otchłań.- Ja. Ja naprawdę nie wiem co się stało. To wszystko
moja wina!- rzuciłam się na niego w silnym uścisku. Zawisłam na
jego szyi. Nie wiedziałam co robię. On po nie całej sekundzie
odwzajemnił jeszcze silniejszym uściskiem. Staliśmy i
przytulaliśmy się na środku wielkiego, ciemnego korytarza
szpitalnego. Moje łzy moczyły jego idealnie dopasowaną i idealnie
opinającą jego ciało białą, elegancką koszule. Był naprawdę
bardzo umięśniony. Miałam pod swoimi rekami jego wielkie bicepsy.
Mój brzuch dotykał jego także umięśnionego brzucha. Miał
kaloryfer taki, że miałam ochotę w tej chwili po prostu zerwać z
niego tą koszule i zobaczyć i dotknąć jego gołej skóry. Ale to
był zły pomysł a szczególnie w takim momencie. A poza tym
przecież ja go nawet nie znam. Staliśmy tak jak byśmy byli w
jakimś transie. Jego wielka ręka przytrzymywała moją głowę przy
jego torsie. Spokojnie, wolno i delikatnie głaskał moją głowę.
Muszę przyznać, że działał na mnie bardzo uspokajająco. Przy
nim czułam się bezpiecznie chociaż, że nawet nie znałam jego
imienia.
-Csiiiii.
To nie jest twoja wina. Wszystko będzie dobrze.- łkałam. Nie
mogłam się uspokoić.
***
Uspokoiłam
się. Nareszcie. Mój oddech się wy normował. Ale nie odsunęliśmy
się od siebie ani na sekundę. Ale niestety kiedyś to musiało się
skończyć.
-Już
dobrze?- zapytał lekko odsuwając mnie od siebie. Trzymał mnie po
dwóch stronach za ramiona. Nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Patrzył
się uparcie w moje oczy. Pierwszy raz wytrzymałam z chłopakiem
patrząc się w oczy tak długo i muszę przyznać że zaczyna mi się
to podobać. Nigdy tak naprawdę nie miałam chłopaka. Mam teraz 19
lat a czasem zachowuje się jak małe dziecko. Często jestem bardzo
wstydliwa. Czasem aż sama siebie tym denerwuje, że nie mam odwagi
podejść do jakiegoś ładnego chłopaka.
-Tak,
już jest w porządku
-To
się cieszę. Będziesz tak tu siedziała przez całą noc?
-Tu?
Masz na myśli szpital prawda? Nie mam nic innego do roboty. A poza
tym to moja najlepsza przyjaciółka i nie mogę jej zostawić. A no
i miałam dzisiaj nocować u niej bo mieszkamy jeszcze z rodzicami i
jej rodzice nie zwracają uwagi za bardzo na to, o której ona wraca
a moja mama jest na to bardzo przeczulona. I aby nie dowiedziała
się, że wróciłyśmy później niż 12 nocuje często u niej. Więc
wiesz. No już nie mogę się doczekać kiedy się w końcu
przeprowadzimy. Bo wiesz mamy zamiar zamieszkać razem ja z Jessy
mamy już kupione mieszkanie tylko została przeprowadzka.
-Dobra
haha ale się rozgadałaś.-przybliżył się do mojego ucha i szepną
– i taka właśnie mi się bardzo podobasz.- zarumieniłam się, a
ten się odsuną i staną twarzą w twarz ze mną.- ale może jednak
zechcesz przyjść dzisiaj do mnie?- mnie dosłownie zatkało.
-Co?
-No
zapraszam cię do mnie do domu.-i znów ten cholerny uśmieszek.
-Nie
mogę przecież ci już powiedziałam, że muszę zostać z Jessy. A
poza tym nie mogę wrócić do domu tak późno i w takim razie będę
z nią nocowała w szpitalu.
-Chyba
żartujesz. Nie pozwolę ci nocować samej w szpitalu!!
-Czemu
niby. Nie jesteś moją matką!!
-Wież
ile w szpitalu kręci się zboków i pedofilii chorych psychicznie.
Nie chcę po prostu żeby coś ci się stało. Rozumiesz?!-nie wieżę
własnym uszom. Czy on właśnie powiedział, że się o mnie martwi?
Naszą
małą kłótnię przerwała jakaś wysoka blondynka, która raczej
była pielęgniarką.
-Pani
Angel Grey?-odezwała się gdy oboje skierowaliśmy wzrok w jej
stronę.
-Tak.
A co?-zapytałam lekko poddenerwowana.
-Och
wszędzie panią szukam. Skończyliśmy badania pani Jessy Black.
Powoli się wybudza i już może pani do niej wejść.
-Och
no nareszcie. Już wiadomo co jej jest?
-Lekarz
pani to znaczy państwu wszystko zaraz powie. Zapraszam za mną.-
odwróciła się na pięcie i poszła przed siebie. Już chciałam
zwrócić uwagę na to, że my nie jesteśmy razem i, że lepiej aby
on nie był w to zamieszany. Ale gdy tylko otworzyłam usta. Chłopak
natychmiast objął mnie ręką w talii i zbliżył się do mojego
ucha.
-Nic
niemów- szepną ledwo słyszalnie wprost do mojego prawego
ucha-Jesteś moja.-położył palec wskazujący na moich ustach-
csiiii- i zostawił małego, mokrego buziaka pod moim uchem. Zjechał
ustami trochę niżej do mojej szyi. Odsunął moje kręcone,
ciemno-brązowe włosy tak, że miał idealny dostęp do mojej
nieosłoniętej szyi. Dotkną ją ustami. Kolana mi się zaczęły
uginać. Moje ciało drżało. Czułam iskry na skórze pod wpływem
jego dotyku. Położył całe usta na mojej skórze a następnie
zaczął ssać i lekko szczypać zębami. Nie oderwał ani na chwile
palca od moich ust. Wreszcie odczepił swoje wargi od mojej szyi.
Poczułam w tym miejscu zimne powietrze. Chłopak zaczął na to
podrażnione miejsce dmuchać. Odsuną się na krok ode mnie. Od razu
dwoma palcami dotknęłam pulsującego miejsca. Zrobił mi malinkę.
Nie no nie wieżę. Znowu poczułam jego oddech przy mojej skórze.
-Teraz
jesteś moja.-znów szept- chodźmy.- oplótł mnie ręką wokół
mojej tali. Ruszyliśmy ciemnym korytarzem za pielęgniarką. To
wszystko wydarzyło się tak szybko, że się w głowie nie mieści.
Szliśmy tak blisko siebie. Był ode mnie o głowę wyższy. Nasze
ciała stykały się. Nie wytrzymałam musiałam się odezwać.
-Czemu
zrobiłeś mi malinkę. Jak ja teraz wyglądam.-powiedziałam
półgłosem tak aby ta blondynka nie zdołała usłyszeć.
-To
na znak, że jesteś moja. Malinki zwykle znaczą, że jesteś już
zajęta aby żaden inny palant nie myślał nawet o tym żeby cię
poderwać.-serio czy on musi być taki mało skromny. Czy on się nie
wstydzi? No już głośniej nie mógł tego powiedzieć. Ej ale
czekaj czy ja się w ogóle zgodziłam żeby być jego. Dalej nawet
nie mam zielonego pojęcia jak on ma na imię. A już o nazwisku nie
wspomnę.
-Ale
czy ty w ogóle się mnie o to zapytałeś?
-Nie,
bo ze mną chce być każda więc nie przywykłem żeby się pytać o
takie rzeczy. Zawsze wiesz to one się mnie pytają.-no i znowu ten
śmiech przez, który mam ciarki w dole kręgosłupa.- i masz
odpowiedz na to czemu myślę, że jesteś inna.
-Ale
ja się zapytałam czemu mam być niby twoja?
-A
czemu nie?
-Może
dlatego, że w ogóle się nie znamy.
-Mów
za siebie.
-No
dobra, ja cię w ogóle nie znam.
-Ale
poznasz.- mocniej przyciągną mnie do siebie jeżeli to jeszcze w
ogóle możliwe-obiecuje.- pielęgniarka przed nami idąca, nagle się
zatrzymała i położyła rękę na klamce od jednych drzwi po jej
lewej stronie. Odwróciła się na pięcie w naszą stronę.
-Jesteśmy
na miejscu. Oto jej pokój.-otworzyła przed nami drzwi i ruchem ręki
wskazała żebyśmy weszli do środka. Po cichu zatrzasnęła za nami
drzwi. Na środku pokoju stało łóżko, na którym leżała Jessy a
do niej była przyczepiona kroplówka. Nagle przerwałam ta męczącą
ciszę.
-Mógł
byś no wiesz, wyjść i poczekać w poczekalni. Mmm albo nawet nie
musisz czekać po prostu idź do domu i połóż się spać.
-Nie
mam zamiaru stąd wychodzić ani iść do domu. Bez ciebie.
-ughhh-
nie no po prostu z nim nie da się dyskutować on zawsze wygrywa.
Podeszłam i usiadłam na krzesełku stojącym koło szpitalnego
łóżka Jessy. Gdy tylko usiadłam do ciemnego pokoju wszedł
wysoki, starszy mężczyzna.
-Dzień
dobry nazywam się Thomas Buler i jestem lekarzem.
-Dzień
dobry wie pan już może co było przyczyną tego nie miłego
zajścia?- powiedział chłopak stojący tusz za mną opierający się
o moje ramię. To ja miałam rozmawiać z doktorem a nie on ale już
nie chciałam im przeszkadzać.
-Tak
podejrzewamy otrucie. Bardzo silne. Pani Black musiała mieć coś
wrzucone do drinka. Podaliśmy już leki, które pomogą usunąć
truciznę z organizmu. Panna Black będzie musiała przebywać
jeszcze w szpitalu z około cztery dni jak nie dłużej. I to chyba
tyle zostawię państwa samych. Gdyby państwo potrzebowali pomocy
jestem w gabinecie 136. Dowiedzenia.- wyszedł cicho zatrzaskując
drzwi.
-Wstań-usłyszałam
poważny głos chłopaka stojącego za mną. Powoli wstałam lekko
wystraszona. Podszedł i usiadł na krześle. Zmarszczyłam brwi nie
wiedząc o co chodzi.-usiądź mi na kolanach.
-Co?
-No
po prostu usiądź mi na kolanach.- powoli zrobiłam to co mi kazał.
Usiadłam na samym brzegu tak, że ledwo go w ogóle dotykałam a na
dodatek starałam się utrzymać w górze mój tyłek aby nie czuł
jaka jestem ciężka. Zaczął się śmiać.-głębiej- podsunęłam
się o parę milimetrów bliżej do jego torsu. To była
niewyczuwalna różnica. Tak naprawdę prawie w ogóle się nie
ruszyłam. Znowu zaczął się śmiać. Położył ręce na mojej
tali i podniósł mnie lekko w górę. Cicho pisnęłam. Znowu
usłyszałam jego przepiękny śmiech przez, który miałam motyle w
brzuchu i ciarki w dole kręgosłupa.-głębiej- opuścił mnie lekko
i powoli znowu na swoje nogi. Był naprawdę bardzo silny. Lecz teraz
pod moją pupą nie poczułam tylko jego kolan i nóg lecz tym razem
czułam jego członka, który naprężał się coraz mocniej i robił
się coraz twardszy przez spodnie. Wzdrygnęłam się. Od razu
chciałam wstać i uciec jak najdalej od niego. Ale gdy tylko
podjęłam próbę wstania, chłopak szybko i silnie przytrzymał
mnie przy sobie po czym jeszcze mocniej usadził mnie na swoich
nogach. Teraz już siedziałam całym swoim ciężarem ciała na jego
nogach i tym twardym czymś co wbijało mi się w tyłek. Głośno
przełknęłam ślinę.
-Czy
mogę wstać?- powiedziałam to wręcz piskliwym głosem.
-Nie.
-A
mógł byś mnie chociaż puścić?
-Nie
bo wtedy wstaniesz, a jak wstaniesz to pewnie uciekniesz.-boże
odkrył normalnie Amerykę. Przecież to chyba oczywiste, że jeżeli
siedzę na obcej osobie i to na jego jeszcze takim jednym miejscu to
chyba oczywiste, że chce uciec. Siedziałam tak jak bym połknęła
jakiegoś patyka od szczotki.
-Obszyj
się.-ja chciałam zejść a nie jeszcze się do niego
przytulać.-Albo sama to zrobisz albo ja to zrobię za ciebie.- nawet
nie drgnęłam. On to chyba uznał za znak, że sam musi to zrobić.
Jego ręce od wtedy kiedy miałam zamiar wstać nie puściły mnie
ani na sekundę a teraz użył jeszcze trochę siły i oparł moje
plecy o jego tors.
-I
jak jest aż tak źle? Rozluźnij się bo czuje jak bym dotykał
właśnie jakąś skałę.
-Nie
umiem się rozluźnić a szczególnie kiedy jestem na tobie!!- i w
tym momencie puścił mnie jedną ręką zdjął swoje buty i
rozłożył to okazuje się specjalne krzesło tak aby było leżące
podłożył sobie poduszkę pod głowę i oparł stopy o łóżko
Jessy.
-Zdejmij
też buty. Proszę cię zaufaj mi ja ci nie chcę zrobić
najmniejszej krzywdy. Proszę cię nie bój się mnie. I nie
uciekaj.-chwilę się zastanawiałam ale podjęłam ostateczną
decyzje w końcu mam 19 lat poradzę sobie.
-Okej
nie ucieknę.- zdjęłam buty i oparłam stopy tak jak on o łóżko
Jessy.
-Połóż
się.- położyłam się i oparłam głowę o jego tors. Jego twardy
członek wbijał się w moje plecy. Trochę mnie to obrzydzało ale
pomyślałam, ze dam rade. Czułam, że dalej jestem strasznie
spięta. Na żaden sposób nie mogłam się rozluźnić. W pewnej
chwili jego prawa ręka zawędrowała do mojej głowy. Wplótł swoje
długie palce w moje kręcone włosy i lekko za nie pociągał
zginając i rozprostowując swoje palce. A jego lewa ręka
powędrowała do mojego brzucha. Nie wiedziałam co ma zamiar zrobić
i czułam się lekko zaniepokojona. Ale pomyślałam, że mu jednak
zaufam. Podniósł moją bluzkę aż do rozpoczęcia mojego stanika.
Miałam cały brzuch na wierzchu. Położył rękę na nim i
wszystkimi palcami zaczął kręcić kółka. Czułam iskry pod moją
skórą. Ale zaczęłam się powoli rozluźniać. Usłyszałam jego
gardłowe jęknięcie.
-I
jak podoba ci się?- powiedział już lekko zachrypniętym głosem.
Momentalnie odwróciłam się do niego twarzą. Leżałam na nim na
brzuchu. Mój nadal goły brzuch dotykał jego ciemnych rurek.
Zaskoczyłam go. Uśmiechną się. Ah kocham ten jego uśmiech.
-Jest
dobrze. A teraz ty powiedz mi jak się nazywasz.-powoli rękami
zmierzałam do guzików jego idealnie dopasowanej białej koszuli.
Nigdy jeszcze tego nikomu w życiu nie robiłam. Zaczęłam rozpinać
je powoli od góry. Moim oczom ukazały się piękne mięśnie i. I
tatuaże. Nie mogłam uwierzyć nie spodziewałam się, że on ma
tatuaże. Ale z nimi było mu jeszcze lepiej. Po rozpięciu
wszystkich guzików przejechałam ręką po jego pięknym,
umięśnionym ciele. Uśmiechał się i pokazywał te białe zęby.
Położyłam głowę na jego torsie i czekałam na odpowiedź.
-Nazywam
się. Zayn Malik.- o mój boże co on właśnie powiedział!!
Momentalnie podniosłam głowę i spojrzałam się prosto w jego
oczy.
-Co????
____________________________________________________________
______________________
NO
I JEST BARDZO DŁUGO OCZEKIWANY ROZDZIAŁ TRZECI. BARDZO WAS
PRZEPRASZAM ZA TO MASAKRYCZNE OPÓŹNIENIE. MAM NADZIEJĘ, ŻE
WALENTYNKI MINĘŁY WAM DOBRZE
…... <3 ........
…... <3 ........
MI MINĘŁY
NAPRAWDĘ DOBRZE MOŻE ZE WZGLĘDU NA TO ŻE 14 .02 TO MOJE URODZINY
I WALENTYNKI MIJAJĄ MI ZAWSZE DOSYĆ DOBRZEEEEE
JXIBKQDBJ <3 <3
<3 <3 <3 <3 <3 <3
I
JESZCZE RAZ BARDZO ALE TO BARDZO WAS PRZEPRASZAM ZA TO DUŻE
OPÓŹNIENIE W PRZEPROSINACH DAJE WAM O WIELE DŁUŻSZY ROZDZIAŁ. BĘDĘ STARAŁA SIĘ TERAZ PODOBNEJ DŁUGOŚCI PISAĆ CZĘŚCIEJ ALE
WYBACZCIE, BO JESTEM TYLKO CZŁOWIEKIEM I MAM SZKOŁĘ, SPRAWDZIANY I
RODZINĘ!!!
NIESTETY SIĘ NIE ROZDWOJĘ :'( :'(
:'-(
NASTĘPNY
ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ …..W....PIĄTEK XD XD
MAM
NADZIEJĘ, ŻE ROZDZIAŁ SIĘ PODOBAŁ JHGSVHJKHVDSFVHKAHBXKGG <3
<3 <3 <3 <3