środa, 19 lutego 2014

                                          Rozdział 3

-Skąd ty tyle o mnie wiesz?- Byłam zaskoczona.
-Z profilu. Bo wiesz, że każdy człowiek ma swój profil w bazie danych.
-Nie wieże szukałeś mnie w bazie danych?- Moje oczy nabrały większych rozmiarów.
-Tak, a coś ci nie pasuje- Powiedział i zaczął się śmiać.
-Tak nie pasuje. Dlaczego akurat ja? Przecież jest tyle dziewczyn na świecie. Czemu ja?- zaczęłam krzyczeć. Zapanowała cisza. Niezręczna cisza. Nie mieliśmy już kontaktu wzrokowego. Patrzyłam się prosto na jego usta w oczekiwaniu na odpowiedz. On jednak patrzył się na swoje ręce. Minęło zaledwie kilkadziesiąt sekund, ale ja czułam jakby właśnie mijała wieczność. Nareszcie przerwał tą niezręczną cisze. Mówił szeptem i bardzo ale to bardzo wolno.
-Bo jesteś inna. Wpadłaś mi w oko.- co on właśnie powiedział? Że ja niby jestem inna? Co to miało znaczyć? Nie rozumiem.
-Co masz na myśli mówiąc inna?-podniósł wzrok i popatrzyliśmy się prosto w nasze tęczówki. No i znowu cisza. Boże, dlaczego jak ja nie znoszę ciszy. Cisza jest moim cichym zabójcą. Ona zabija mnie powoli, brutalnie i boleśnie od środka. I nic nie mogę z tym zrobić. Niestety. Do moich uszu dotarł jego piękny śmiech. Już myślałam, że usłyszę odpowiedź. Ale byłam taka naiwna.
-Co ty tu w ogóle robisz? Co robisz w szpitalu o 5 rano?- no nie wieże zmienił temat, co za huj. Zaraz mnie chyba szlak trafi. Ale z drugiej strony nie wiem czy chce poznać prawdę.
-Jestem tu z przyjaciółką. Jessy.
-Ale co się stało?- zmarszczył brwi. Jego oczy pociemniały wręcz zmieniły kolor na czarny.
-Na imprezie poszła do łazienki bo było jej niedobrze. Bardzo długo nie wracała więc poszłam do niej. I - zaczęłam się jąkać. Poczułam gorące łzy napływające do moich oczu, które pchały się do wypłynięcia. A moje wargi zaczęły latać jak szalone. Nie mogłam nic z siebie wydusić. Ale musiałam. Gdybym tego komuś nie powiedziała to bym chyba wybuchła.- I zobaczyłam ją leżącą na środku łazienki. Na ziemi. Wyglądała jak by zemdlała. Ale nie wiem ile już tak musiała leżeć. Wypiła zaledwie pięć drinków. Jak na nią to mało. Były imprezy, na których wypijała ich z jedenaście. A teraz. Teraz. Teraz ona. Ona wyglądała jak by umarła. Miała wielkie problemy z oddychaniem, zamknięte oczy i strasznie słabo wyczuwalny puls. Po prostu wyglądała jak śmierć.- łzy jak wodospad wypływały i spływały po moich policzkach a następnie mocząc moją obcisłą bluzkę. Patrzyliśmy się prosto w swoje oczy. Miałam wszystko zamazane. Miałam wszystko jak za mgłą. Ale tylko jedną rzecz widziałam dobrze, wyraźnie. To były jego oczy. Jego przepiękne oczy. Jego ciemno brązowe tęczówki, które wciągały mnie w siebie jak jakaś nieskończona, ciemna otchłań.- Ja. Ja naprawdę nie wiem co się stało. To wszystko moja wina!- rzuciłam się na niego w silnym uścisku. Zawisłam na jego szyi. Nie wiedziałam co robię. On po nie całej sekundzie odwzajemnił jeszcze silniejszym uściskiem. Staliśmy i przytulaliśmy się na środku wielkiego, ciemnego korytarza szpitalnego. Moje łzy moczyły jego idealnie dopasowaną i idealnie opinającą jego ciało białą, elegancką koszule. Był naprawdę bardzo umięśniony. Miałam pod swoimi rekami jego wielkie bicepsy. Mój brzuch dotykał jego także umięśnionego brzucha. Miał kaloryfer taki, że miałam ochotę w tej chwili po prostu zerwać z niego tą koszule i zobaczyć i dotknąć jego gołej skóry. Ale to był zły pomysł a szczególnie w takim momencie. A poza tym przecież ja go nawet nie znam. Staliśmy tak jak byśmy byli w jakimś transie. Jego wielka ręka przytrzymywała moją głowę przy jego torsie. Spokojnie, wolno i delikatnie głaskał moją głowę. Muszę przyznać, że działał na mnie bardzo uspokajająco. Przy nim czułam się bezpiecznie chociaż, że nawet nie znałam jego imienia.
-Csiiiii. To nie jest twoja wina. Wszystko będzie dobrze.- łkałam. Nie mogłam się uspokoić.


                                              ***

Uspokoiłam się. Nareszcie. Mój oddech się wy normował. Ale nie odsunęliśmy się od siebie ani na sekundę. Ale niestety kiedyś to musiało się skończyć.
-Już dobrze?- zapytał lekko odsuwając mnie od siebie. Trzymał mnie po dwóch stronach za ramiona. Nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Patrzył się uparcie w moje oczy. Pierwszy raz wytrzymałam z chłopakiem patrząc się w oczy tak długo i muszę przyznać że zaczyna mi się to podobać. Nigdy tak naprawdę nie miałam chłopaka. Mam teraz 19 lat a czasem zachowuje się jak małe dziecko. Często jestem bardzo wstydliwa. Czasem aż sama siebie tym denerwuje, że nie mam odwagi podejść do jakiegoś ładnego chłopaka.
-Tak, już jest w porządku
-To się cieszę. Będziesz tak tu siedziała przez całą noc?
-Tu? Masz na myśli szpital prawda? Nie mam nic innego do roboty. A poza tym to moja najlepsza przyjaciółka i nie mogę jej zostawić. A no i miałam dzisiaj nocować u niej bo mieszkamy jeszcze z rodzicami i jej rodzice nie zwracają uwagi za bardzo na to, o której ona wraca a moja mama jest na to bardzo przeczulona. I aby nie dowiedziała się, że wróciłyśmy później niż 12 nocuje często u niej. Więc wiesz. No już nie mogę się doczekać kiedy się w końcu przeprowadzimy. Bo wiesz mamy zamiar zamieszkać razem ja z Jessy mamy już kupione mieszkanie tylko została przeprowadzka.
-Dobra haha ale się rozgadałaś.-przybliżył się do mojego ucha i szepną – i taka właśnie mi się bardzo podobasz.- zarumieniłam się, a ten się odsuną i staną twarzą w twarz ze mną.- ale może jednak zechcesz przyjść dzisiaj do mnie?- mnie dosłownie zatkało.
-Co?
-No zapraszam cię do mnie do domu.-i znów ten cholerny uśmieszek.
-Nie mogę przecież ci już powiedziałam, że muszę zostać z Jessy. A poza tym nie mogę wrócić do domu tak późno i w takim razie będę z nią nocowała w szpitalu.
-Chyba żartujesz. Nie pozwolę ci nocować samej w szpitalu!!
-Czemu niby. Nie jesteś moją matką!!
-Wież ile w szpitalu kręci się zboków i pedofilii chorych psychicznie. Nie chcę po prostu żeby coś ci się stało. Rozumiesz?!-nie wieżę własnym uszom. Czy on właśnie powiedział, że się o mnie martwi?
Naszą małą kłótnię przerwała jakaś wysoka blondynka, która raczej była pielęgniarką.
-Pani Angel Grey?-odezwała się gdy oboje skierowaliśmy wzrok w jej stronę.
-Tak. A co?-zapytałam lekko poddenerwowana.
-Och wszędzie panią szukam. Skończyliśmy badania pani Jessy Black. Powoli się wybudza i już może pani do niej wejść.
-Och no nareszcie. Już wiadomo co jej jest?
-Lekarz pani to znaczy państwu wszystko zaraz powie. Zapraszam za mną.- odwróciła się na pięcie i poszła przed siebie. Już chciałam zwrócić uwagę na to, że my nie jesteśmy razem i, że lepiej aby on nie był w to zamieszany. Ale gdy tylko otworzyłam usta. Chłopak natychmiast objął mnie ręką w talii i zbliżył się do mojego ucha.
-Nic niemów- szepną ledwo słyszalnie wprost do mojego prawego ucha-Jesteś moja.-położył palec wskazujący na moich ustach- csiiii- i zostawił małego, mokrego buziaka pod moim uchem. Zjechał ustami trochę niżej do mojej szyi. Odsunął moje kręcone, ciemno-brązowe włosy tak, że miał idealny dostęp do mojej nieosłoniętej szyi. Dotkną ją ustami. Kolana mi się zaczęły uginać. Moje ciało drżało. Czułam iskry na skórze pod wpływem jego dotyku. Położył całe usta na mojej skórze a następnie zaczął ssać i lekko szczypać zębami. Nie oderwał ani na chwile palca od moich ust. Wreszcie odczepił swoje wargi od mojej szyi. Poczułam w tym miejscu zimne powietrze. Chłopak zaczął na to podrażnione miejsce dmuchać. Odsuną się na krok ode mnie. Od razu dwoma palcami dotknęłam pulsującego miejsca. Zrobił mi malinkę. Nie no nie wieżę. Znowu poczułam jego oddech przy mojej skórze.
-Teraz jesteś moja.-znów szept- chodźmy.- oplótł mnie ręką wokół mojej tali. Ruszyliśmy ciemnym korytarzem za pielęgniarką. To wszystko wydarzyło się tak szybko, że się w głowie nie mieści. Szliśmy tak blisko siebie. Był ode mnie o głowę wyższy. Nasze ciała stykały się. Nie wytrzymałam musiałam się odezwać.
-Czemu zrobiłeś mi malinkę. Jak ja teraz wyglądam.-powiedziałam półgłosem tak aby ta blondynka nie zdołała usłyszeć.
-To na znak, że jesteś moja. Malinki zwykle znaczą, że jesteś już zajęta aby żaden inny palant nie myślał nawet o tym żeby cię poderwać.-serio czy on musi być taki mało skromny. Czy on się nie wstydzi? No już głośniej nie mógł tego powiedzieć. Ej ale czekaj czy ja się w ogóle zgodziłam żeby być jego. Dalej nawet nie mam zielonego pojęcia jak on ma na imię. A już o nazwisku nie wspomnę.
-Ale czy ty w ogóle się mnie o to zapytałeś?
-Nie, bo ze mną chce być każda więc nie przywykłem żeby się pytać o takie rzeczy. Zawsze wiesz to one się mnie pytają.-no i znowu ten śmiech przez, który mam ciarki w dole kręgosłupa.- i masz odpowiedz na to czemu myślę, że jesteś inna.
-Ale ja się zapytałam czemu mam być niby twoja?
-A czemu nie?
-Może dlatego, że w ogóle się nie znamy.
-Mów za siebie.
-No dobra, ja cię w ogóle nie znam.
-Ale poznasz.- mocniej przyciągną mnie do siebie jeżeli to jeszcze w ogóle możliwe-obiecuje.- pielęgniarka przed nami idąca, nagle się zatrzymała i położyła rękę na klamce od jednych drzwi po jej lewej stronie. Odwróciła się na pięcie w naszą stronę.
-Jesteśmy na miejscu. Oto jej pokój.-otworzyła przed nami drzwi i ruchem ręki wskazała żebyśmy weszli do środka. Po cichu zatrzasnęła za nami drzwi. Na środku pokoju stało łóżko, na którym leżała Jessy a do niej była przyczepiona kroplówka. Nagle przerwałam ta męczącą ciszę.
-Mógł byś no wiesz, wyjść i poczekać w poczekalni. Mmm albo nawet nie musisz czekać po prostu idź do domu i połóż się spać.
-Nie mam zamiaru stąd wychodzić ani iść do domu. Bez ciebie.
-ughhh- nie no po prostu z nim nie da się dyskutować on zawsze wygrywa. Podeszłam i usiadłam na krzesełku stojącym koło szpitalnego łóżka Jessy. Gdy tylko usiadłam do ciemnego pokoju wszedł wysoki, starszy mężczyzna.
-Dzień dobry nazywam się Thomas Buler i jestem lekarzem.
-Dzień dobry wie pan już może co było przyczyną tego nie miłego zajścia?- powiedział chłopak stojący tusz za mną opierający się o moje ramię. To ja miałam rozmawiać z doktorem a nie on ale już nie chciałam im przeszkadzać.
-Tak podejrzewamy otrucie. Bardzo silne. Pani Black musiała mieć coś wrzucone do drinka. Podaliśmy już leki, które pomogą usunąć truciznę z organizmu. Panna Black będzie musiała przebywać jeszcze w szpitalu z około cztery dni jak nie dłużej. I to chyba tyle zostawię państwa samych. Gdyby państwo potrzebowali pomocy jestem w gabinecie 136. Dowiedzenia.- wyszedł cicho zatrzaskując drzwi.
-Wstań-usłyszałam poważny głos chłopaka stojącego za mną. Powoli wstałam lekko wystraszona. Podszedł i usiadł na krześle. Zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co chodzi.-usiądź mi na kolanach.
-Co?
-No po prostu usiądź mi na kolanach.- powoli zrobiłam to co mi kazał. Usiadłam na samym brzegu tak, że ledwo go w ogóle dotykałam a na dodatek starałam się utrzymać w górze mój tyłek aby nie czuł jaka jestem ciężka. Zaczął się śmiać.-głębiej- podsunęłam się o parę milimetrów bliżej do jego torsu. To była niewyczuwalna różnica. Tak naprawdę prawie w ogóle się nie ruszyłam. Znowu zaczął się śmiać. Położył ręce na mojej tali i podniósł mnie lekko w górę. Cicho pisnęłam. Znowu usłyszałam jego przepiękny śmiech przez, który miałam motyle w brzuchu i ciarki w dole kręgosłupa.-głębiej- opuścił mnie lekko i powoli znowu na swoje nogi. Był naprawdę bardzo silny. Lecz teraz pod moją pupą nie poczułam tylko jego kolan i nóg lecz tym razem czułam jego członka, który naprężał się coraz mocniej i robił się coraz twardszy przez spodnie. Wzdrygnęłam się. Od razu chciałam wstać i uciec jak najdalej od niego. Ale gdy tylko podjęłam próbę wstania, chłopak szybko i silnie przytrzymał mnie przy sobie po czym jeszcze mocniej usadził mnie na swoich nogach. Teraz już siedziałam całym swoim ciężarem ciała na jego nogach i tym twardym czymś co wbijało mi się w tyłek. Głośno przełknęłam ślinę.
-Czy mogę wstać?- powiedziałam to wręcz piskliwym głosem.
-Nie.
-A mógł byś mnie chociaż puścić?
-Nie bo wtedy wstaniesz, a jak wstaniesz to pewnie uciekniesz.-boże odkrył normalnie Amerykę. Przecież to chyba oczywiste, że jeżeli siedzę na obcej osobie i to na jego jeszcze takim jednym miejscu to chyba oczywiste, że chce uciec. Siedziałam tak jak bym połknęła jakiegoś patyka od szczotki.
-Obszyj się.-ja chciałam zejść a nie jeszcze się do niego przytulać.-Albo sama to zrobisz albo ja to zrobię za ciebie.- nawet nie drgnęłam. On to chyba uznał za znak, że sam musi to zrobić. Jego ręce od wtedy kiedy miałam zamiar wstać nie puściły mnie ani na sekundę a teraz użył jeszcze trochę siły i oparł moje plecy o jego tors.
-I jak jest aż tak źle? Rozluźnij się bo czuje jak bym dotykał właśnie jakąś skałę.
-Nie umiem się rozluźnić a szczególnie kiedy jestem na tobie!!- i w tym momencie puścił mnie jedną ręką zdjął swoje buty i rozłożył to okazuje się specjalne krzesło tak aby było leżące podłożył sobie poduszkę pod głowę i oparł stopy o łóżko Jessy.
-Zdejmij też buty. Proszę cię zaufaj mi ja ci nie chcę zrobić najmniejszej krzywdy. Proszę cię nie bój się mnie. I nie uciekaj.-chwilę się zastanawiałam ale podjęłam ostateczną decyzje w końcu mam 19 lat poradzę sobie.
-Okej nie ucieknę.- zdjęłam buty i oparłam stopy tak jak on o łóżko Jessy.
-Połóż się.- położyłam się i oparłam głowę o jego tors. Jego twardy członek wbijał się w moje plecy. Trochę mnie to obrzydzało ale pomyślałam, ze dam rade. Czułam, że dalej jestem strasznie spięta. Na żaden sposób nie mogłam się rozluźnić. W pewnej chwili jego prawa ręka zawędrowała do mojej głowy. Wplótł swoje długie palce w moje kręcone włosy i lekko za nie pociągał zginając i rozprostowując swoje palce. A jego lewa ręka powędrowała do mojego brzucha. Nie wiedziałam co ma zamiar zrobić i czułam się lekko zaniepokojona. Ale pomyślałam, że mu jednak zaufam. Podniósł moją bluzkę aż do rozpoczęcia mojego stanika. Miałam cały brzuch na wierzchu. Położył rękę na nim i wszystkimi palcami zaczął kręcić kółka. Czułam iskry pod moją skórą. Ale zaczęłam się powoli rozluźniać. Usłyszałam jego gardłowe jęknięcie.
-I jak podoba ci się?- powiedział już lekko zachrypniętym głosem. Momentalnie odwróciłam się do niego twarzą. Leżałam na nim na brzuchu. Mój nadal goły brzuch dotykał jego ciemnych rurek. Zaskoczyłam go. Uśmiechną się. Ah kocham ten jego uśmiech.
-Jest dobrze. A teraz ty powiedz mi jak się nazywasz.-powoli rękami zmierzałam do guzików jego idealnie dopasowanej białej koszuli. Nigdy jeszcze tego nikomu w życiu nie robiłam. Zaczęłam rozpinać je powoli od góry. Moim oczom ukazały się piękne mięśnie i. I tatuaże. Nie mogłam uwierzyć nie spodziewałam się, że on ma tatuaże. Ale z nimi było mu jeszcze lepiej. Po rozpięciu wszystkich guzików przejechałam ręką po jego pięknym, umięśnionym ciele. Uśmiechał się i pokazywał te białe zęby. Położyłam głowę na jego torsie i czekałam na odpowiedź.
-Nazywam się. Zayn Malik.- o mój boże co on właśnie powiedział!! Momentalnie podniosłam głowę i spojrzałam się prosto w jego oczy.
-Co????
____________________________________________________________
______________________
NO I JEST BARDZO DŁUGO OCZEKIWANY ROZDZIAŁ TRZECI. BARDZO WAS PRZEPRASZAM ZA TO MASAKRYCZNE OPÓŹNIENIE. MAM NADZIEJĘ, ŻE WALENTYNKI MINĘŁY WAM DOBRZE
            …... <3 ........
 MI MINĘŁY NAPRAWDĘ DOBRZE MOŻE ZE WZGLĘDU NA TO ŻE 14 .02 TO MOJE URODZINY I WALENTYNKI MIJAJĄ MI ZAWSZE DOSYĆ DOBRZEEEEE 
JXIBKQDBJ <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
I JESZCZE RAZ BARDZO ALE TO BARDZO WAS PRZEPRASZAM ZA TO DUŻE OPÓŹNIENIE W PRZEPROSINACH DAJE WAM O WIELE DŁUŻSZY ROZDZIAŁ. BĘDĘ STARAŁA SIĘ TERAZ PODOBNEJ DŁUGOŚCI PISAĆ CZĘŚCIEJ ALE WYBACZCIE, BO JESTEM TYLKO CZŁOWIEKIEM I MAM SZKOŁĘ, SPRAWDZIANY I RODZINĘ!!! 
NIESTETY SIĘ NIE ROZDWOJĘ :'( :'( :'-(
NASTĘPNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ …..W....PIĄTEK XD XD
MAM NADZIEJĘ, ŻE ROZDZIAŁ SIĘ PODOBAŁ JHGSVHJKHVDSFVHKAHBXKGG <3 <3 <3 <3 <3