Rozdział
6
Siedziałam
na zimnej posadce opierając się o chłodną powłokę drzwi. Dobra
muszę wziąć się w garść. Będzie dobrze. Poradzę sobie. Jestem
silna. Powoli wstałam. Spojrzałam na klamkę. Co? Nie ma zamka. Te
drzwi nie zamykają się na klucz. Przecież on może wejść tu w
każdej chwili. Nie przeżyje tego. Dobra ale załóżmy, że on nie
jest taki i że tu nie wejdzie. Powoli podeszłam do ogromnego
prysznica. Zamierzam wziąć szybką kąpiel i jak najszybciej wyjść
z tego pałacu i pojechać do mojego domu. Mama pewnie już się
niecierpliwi. Ale na szczęście jeszcze nie dzwoni. Chyba. Gdzie
jest mój telefon? Dobra wykąpie się i go poszukam. Odkręciłam
prysznic a z rączki zamieszczonej na górze prysznica wyleciała
gorąca woda. Powoli zdjęłam to coś z siebie zerknęła jeszcze
raz w lustro. Boże wyglądam strasznie. Mój mocniejszy niż zwykle
makijaż cały się rozmazał po moich policzkach. Maluje się
mocniej tylko na jakieś okazje i imprezy. A tak normalnie na co
dzień maluje się tylko lekko tuszem do rzęs i lekko pudrem. Nic
wielkiego ale to nie dlatego że nie lubię tego robić ja po prostu
jestem ogromnym śpiochem i nigdy rano nie mam czasu na takie rzeczy.
I tak i tak zawsze się spóźniam a makijaż robię dopiero w pracy.
Moje falowane ciemno brązowe włosy były roztrzepane ale do tego to
już ja i wszyscy dookoła mnie przywykli. Oczy miałam podkrążone
z ciemno fioletowymi worami. Szybko zdjęłam bieliznę i nie pewnie
wrzuciłam ją do kosza z brudnymi rzeczami do prania. Wskoczyłam
pod gorącą wodę i zamknęłam za sobą prysznic. Gdy wrzątek s
tykną się z moim ciałem od razu na skórze poczułam gęsią
skórkę. Odwróciłam się tyłem do drzwi wejściowych do łazienki
sięgnęłam po żel pod prysznic i zaczęłam go rozsmarowywać po
swoim ciele. Miał piękny truskawkowy, mój ulubiony zapach. Był
bardzo odświeżający. Od razu jego woń rozprzestrzeniła się po
całym pomieszczeniu. Następnie sięgnęłam po szampon do włosów.
Wylałam trochę na rękę i zaczęłam wsmarowywać go we włosy.
Również miał przepiękny zapach ale nie mogłam odgadnąć jak to
zapach. Tajemniczy. Na butelce pisze tylko że to odświeżający
szampon o czarującym zapachu. Hmm, dziwne. Dobra Ani teraz masz nie
myśleć tylko się po prostu zrelaksuj i odpręż. Nie myśl o
niczym. Nic cie nie obchodzi. Nic cie nie interesuje. Po prostu nic.
Jesteś tu sama. I jest wszystko pod kontrolą. Wszystko jest dobrze.
Ciepła woda opatula twoje ciało. O niczym nie myśl. Tu jesteś
bezpieczna. Nagle moje przeczucie że ktoś mnie obserwuje powróciło.
Jak już chyba każdy wie że jestem strasznie wrażliwa na kogoś
wzrok umieszczony prosto na mnie i tylko na mnie a co gorsza bez
mojej wiedzy. Najgorsze uczucie chyba w całym moim życiu. Ani to
nie jest możliwe. Jesteś sama w łazience. Nikt więcej tylko ty i
twoje myśli. Niech to do ciebie wreszcie dotrze. Masz prawie już 20
lat. Dziewczyno ogarnij się w końcu nikogo tu nie ma. Nie
wytrzymałam i dla swojego upewnienia odwróciłam się w stronę
drzwi do łazienki. I co ujrzałam. Ujrzałam jego wysoką posturę
znikającą za drzwiami prowadzącymi do tego niby mojego pokoju.
Nogi zrobiły mi się jak by z waty. Boże on tu był. Jednak się
nie myliłam. Ja się nigdy nie mylę. To mnie nigdy nie zawodzi.
Otworzyłam szeroko usta. Oparłam się o zimną ścianę pod
prysznicem. Woda dalej prosto na mnie leciała. Zrobiło mi się
słabo i nie dobrze. Jak ja mam mu zaufać. Nie mógł jak normalny
człowiek zaczekać przed drzwiami? A nie przepraszam on nie jest
normalny. Boże w co ja się wpakowałam. Po prostu w jedno wielkie
gówno. Nigdy więcej. Wyłączyłam wodę i sięgnęłam po ręcznik.
Owinęłam się nim i otworzyłam drzwiczki od prysznica. Najpierw
pierwsze potem drugie. Powoli wyszłam na zimną posadzkę. Moje
stopy doznały chyba szoku termicznego. Ale teraz nie dbałam o to.
Przejrzałam się w lusterku teraz moja twarz wyglądała zupełnie
inaczej. Lepiej. Podeszłam do pułki gdzie leżały moje czyste
ubrania i o dziwo była tam nawet bielizna. Szybko ją założyłam.
Sprawdzając czy jestem sama w łazience. Na półce leżały rurki i
jakiś niebieski T-shirt oraz piękna sukienka. Ale sukienki na pewno
nie założę bo nie znoszę ubrań bez kroku czyli sukienek i
spódniczek. Nie czuje się w nich komfortowo. Założyłam spodnie a
następnie bluzkę. Sięgnęłam po szczotkę leżącą na innej
półce. Podeszłam do wielkiego lustra zawieszonego nad umywalką
na ścianie. Włożyłam szczotkę w mokre włosy. Mocno pociągnęłam
w dół. Ale szczotka ani drgnęła. Postanowiłam że uczesze je
później jak już wyschną. Zawinęłam włosy ręcznikiem w tak
zwany turban. I powoli ruszyłam do drzwi chwytając po drodze tą
przepiękną fioletowo - szarą sukienkę. Otworzyłam drzwi od
łazienki i przed sobą ujrzałam Zayna. Stał pół metra ode mnie.
Zmierzył mnie całą tym swoim mocnym wzrokiem.
-Czemu
ubrałaś spodnie?- zmarszczył czoło.
-Bo
nienawidzę sukienek-podałam mu sukienkę do rąk-trzymaj ona się
nie przyda.- jego flirtaśny uśmieszek pojawił się na jego ustach.
-Uwierz
przyda się jeszcze dzisiaj. Zabieram cię wieczorem na kolacje do
restauracji.
-Co?
Ale ja nie chcę z tobą nigdzie iść, chce normalnie wrócić do
domu jak normalna dziewczyna i o wszystkim zapomnieć a szczególnie
o tobie!- ostatnie słowa wręcz wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
-Ups.
Chyba ci się nie uda. Napisałem już do twojej mamy że zostajesz u
Jessy jeszcze jedną noc.-zakrztusiłam się własnym powietrzem.
Co?-więc nie musisz się obawiać.- puścił mi oczko.
-Ty
jesteś nienormalny!-krzyknęłam mu prosto w twarz. Odwróciłam się
na pięcie i zamknęłam się w łazience. Oczywiście na ile to było
możliwe bo nie było zamka ani kluczyka była tylko klamka. Usiadłam
na ziemi opierając się i przytrzymując plecami drzwi tak aby on
ich nie mógł otworzyć. Sięgnęłam do kieszeni spodni po telefon
ale go tam nie było. Mojej klawiszowej cegły. Wstałam na równe
nogi otwierając drzwi. Krzyknęłam.
-Oddaj
mi mój telefon!
-Nie.
Chodź tu do mnie.- zatrzasnęłam z powrotem drzwi i zajęłam taką
samą pozycję jak wcześniej. Nie to nie. Ja nie chce mi dać moje
telefonu to mam to gdzieś. Muszę się stąd jakoś wydostać. Od
razu wpadł mi do głowy wyjście przez okno. Niestety było
strasznie wysoko i było takie małe że pewnie bym w nim utknęła.
Więc nic innego nie pozostaje mi do roboty aż przeczekać aż on
sobie gdzieś stąd pójdzie.
-Angel!!!!-
usłyszałam jego krzyk przez grubą powłokę drzwi.-Odsuń się od
drzwi!!!!- próbowałam go ignorować. Zaczynam się go bać.
Podkurczyłam nogi do brody i schowałam twarz w kolanach. Poczułam
że ktoś jeszcze dosyć lekko popycha drzwi. Jestem silna. Dam rade.
-Ani!!!
do cholery odsuń się od tych drzwi!!!!-kolejne krzyki i
popchnięcia. Wytrzymam. Nie boję się. Nie ruszę się stąd.
-Angel!!
Nie chcę zrobić ci krzywdy!! Więc odsuń się od tych kurwa
drzwi!!!-Kolejne mocne popchnięcia. Teraz ledwo co dałam rade
przytrzymać drzwi. Pierwsze popchnięcie. Poleciałam popchnięta na
środek łazienki. Wstałam i jak najszybciej podbiegłam do drzwi.
Podstawiłam kosz na ubrania do prania pod drzwi i sama trzymałam
zimną powłokę drzwi z całych sił. Ręcznik spadł mi z głowy.
Wypuszczając jeszcze mokre fale na zewnątrz. Wyglądałam pewnie
strasznie. To nie pierwszy raz kiedy musiałam zastawiać drzwi od
łazienki lub pokoju wtedy zwykle to było przed Jackobem a nie przed
nim no i zwykle były do tego jeszcze klucze lub zamki w drzwiach a
nie tak jak tu. Drugie popchnięcie było sześćdziesiąt razy
silniejsze. Odepchnęło mnie na koniec wielkiej łazienki walnęłam
całym ciałem o ścianę a potem obślizgnęłam się po niej i
upadłam. On jest serio strasznie silny. Ledwo łapałam powietrze.
Mokre fale przykleiły i zasłoniły mi całą twarz. Widziałam
ciemne plamki przed oczami. Było mi słabo. Nie czułam się za
dobrze. Cała siła odeszła zemnie. Zawróciło mi się w głowie.
Leżałam i nie miałam siły ani ochoty się podnieść. W drzwiach
zobaczyłam tylko jeszcze jego. Umięśnionego, silnego, nie
znajomego, przepięknego, czarnego anioła, który prawie mnie przed
chwilą zabił. Nie czułam już nic oprócz bezsilności, złości,
gniewu, strachu, przerażenia i wzroku umieszczonego na mnie. Nic
więcej. To były ułamki sekundy. Jeszcze raz podniosłam wzrok na
niego. Ale on już nie stał w drzwiach teraz biegł w moją stronę.
Pięć sekund temu a może nawet mniej siedziałam przytrzymując
drzwi sobą. A teraz. Teraz już tylko widzę czarne plamki i wielką
posturę chłopaka zmierzającego szybko w moją stronę. Jeszcze
jeden zawrót głowy i urwany film. Nastała ciemność. Ciemno,
ciemno wszędzie ciemno. Nic nie czuje. Po prostu.
Ciemność.
***
Czuje
kogoś ciepły oddech na mojej szyi. Powoli otworzyłam swoje oczy i
nad sobą ujrzała czarne źrenice zawieszone kilka centymetrów nad
moją twarzą.
-Widzisz
jak się kończy sprzeciwianie się ze mną.- usłyszałam
ochrypnięty głos nade mną. Był poważny i agresywny. Nie trzeba
było nawet się na niego patrzeć żeby wiedzieć, ze jest
wkurwiony. I wygląda nawet na to że to przeze mnie ale ja nawet nie
wiem co się stało. I o co mu chodzi jak ja nic nie pamiętam. W
ogóle gdzie ja jestem. I co on robi nade mną?
-Co
się stało? Nic nie pamiętam.-wydukałam po cichu, nie śmiało.
Powoli zaczynałam sobie przypominać, nie miłe zdarzenie z
łazienki. Ale gdy upadłam, co się wtedy stało.
-Zemdlałaś.-
jego głos od razu się zmienił. Był łagodniejszy i milszy. Wow
jak szybko zmienił swoje nastawienie. Mi by to pewnie zajęło
dłużej. Czyli że zemdlałam. No tak byłam w takim szoku że ja
pierdole. No bo z tego co pamiętam to chyba nie codziennie jest się
rzucanym na ścianę przez nie znajomego. No bo nie tak? Przecież ja
go nie znam. A popychając drzwi można powiedzieć że rzucił mną
na ścianę. Kurwa mogłam się odsunąć wtedy kiedy prosił. Wtedy
byśmy byli już pewnie u Jes w szpitalu a potem może by mi się
udało jakoś z myknąć do domu. I tak jak zwykle to moja wina.
Czemu ja chociaż raz nie mogę się kogoś posłuchać. Chociaż
raz. No tylko raz. Życie wtedy było by pewnie lepsze, prostsze. Ale
nie ja zawsze wszystko po swojemu. Z zamyślenia wyrwał mnie jego
już spokojny głos.
-Wszystko
dobrze? Jak się czujesz?- czy on się właśnie martwi?
-Chyba
tak, może być.-i teraz pewnie zacznie przepraszać jak zwykle
wszyscy.
-To
dobrze.-Zmarszczył czoło-mówiłem żebyś się odsunęła.- boże
czy tak trudno raz przeprosić?- pamiętaj to co jak chce to to
dostaję. Nie wiem w jaki sposób może to być tez oczywiście siła
ale z tym staram się nie przesadzać, ale po prostu to co chce jest
moje tak jak ty na przykład.- a gdzie przepraszam? Nie powiedział
albo jest głucha. Dziwne. Odsuną się od mojej twarzy i położył
się koło mnie.
-Wystarczy
przeprosić. Wiesz o ty?- powiedziałam przyglądając się jego
ruchom. Popatrzył się na mnie jak na debilkę. Co ja takiego
powiedziałam?
-Czyli
że dobrze się już czujesz tak?
-No
tak. Długo byłam nie przytomna?
-Z
szesnaście minut. Nie aż tak długo.- otworzyłam szerzej oczy.
Przecież jeżeli ktoś jest nie przytomny dłużej niż dwanaście
minut to to zagraża życiu. O mój Boże. Na szczęście żyje. -
Dobra a teraz odpowiedz na zadane wcześniej pytanie.- co? O nie i
tego się obawiałam. Znowu to samo. O nie.- przypomnieć ci to
pytanie?- nie niech już tego nie mówi niech nie powtarza.
Otworzyłam usta żeby zaprzeczyć. Ale się nie udało.- Dobra- jego
uśmieszek z powrotem powrócił na jego usta.- Czy kiedykolwiek
uprawiałaś sex?- boże, i co tak na luzie ma mu powiedzieć.
Zamknęłam oczy. Zatracając się w swoich własnych myślach.-
widzę że to u ciebie dosyć wstydliwy temat-no co ty kurwa nie
powiesz. Znowu było słychać w jego głosie uśmiech.- intymny
temat- boże znowu uśmiech wiem że się uśmiecha chociaż że mam
zamknięte oczy.- No więc jak? Pamiętaj mi możesz zaufać. Jestem
już przyzwyczajony do takich tematów. No to jak?-dobra dam rade i
tak nie długo o nim zapomnę. Lekko pokręciłam przecząco głową,
cały czas nie otwierając oczu.
-Nie-cicho,
ledwo słyszalnie bąknęłam pod nosem.
-Naprawdę!?!
Przecież ty masz 19 lat! I nigdy nie uprawiałaś seksu?
-Nigdy
nawet nie miałam takiego chłopaka żeby coś. Nigdy się nawet nie
całowałam. A ty mi nagle gadasz o takich rzeczach?!!!- boże ale
się wkurzyłam. Co to jakieś przesłuchanie czy coś? To prawda
nigdy nie całowałam się z żadnym chłopakiem. Dla mnie nowością
było to że leże z kimś w łóżku. Nienawidzę jak ktoś się na
mnie patrzy. Po prostu wtedy zaczynam się bać że coś mi może
zrobić.
-Czyli
że jesteś dziewicą.-zmarszczył czoło i potarł palcami swoje
wargi.- czyli że będzie z tobą inaczej, hmmm trudniej.- co. O co
mu do kurwy nędzy chodzi?co trudniej? Co inaczej? Przecież ja nie
zamierzam tracić dziewictwa z nim. Ja czekam na mojego księcia z
bajki, w którym naprawdę się zakocham. Ja muszę kogoś kochać
żeby to zrobić. Ale na pewno to nie będzie on. Ktoś romantyczny,
miły, posłuszny, ktoś na kim mogę polegać, ktoś kto mnie
zrozumie i posłucha. To jest jego po prostu przeciwieństwo. O tak
tak to można nazwać, szukam kogoś kto jest przeciwieństwem tego
który właśnie leży ze mną w łóżku. Ktoś inny. No może Zayn
jest ładny dobra naprawdę piękny i mądry ale ta jego aura. Te
jego zmiany nastroju. Myśli tylko o jednym. Ta agresja. Te za
szybkie kroki w stronę niby nas. To wszystko jest jak dla mnie inne.
Wręcz nie normalne. Jemu się w głowie popieprzyło przez to ile ma
kasy. Jest milionerem. I przez te jego nazwisko, które chyba każdy
miał. To nie dla mnie. Nie mogę z nim wytrzymać zaledwie doby a co
dopiero miesiąc, rok, całe życie. Ja nie dam rady. Ja nie szukam
bogacza. - czyli że trzeba będzie chyba zacząć od początku, to
będzie chyba mój pierwszy raz żeby kogoś uczyć. Ale dam rade, ja
zawsze daję rade.- z zamyślenia właśnie wyrwał mnie jego
ochrypnięty cichy głos. Jakby mówił sam do siebie. Spojrzałam na
niego. Był zamyślony. Tak jakby był we własnym świecie. Tylko on
i jego myśli. Czy on jest na pewno zdrowy? Może ma jakąś chorobę
na przykład jakiś autyzm lub coś. No nie wiem.
-Dobrze
się czujesz?- no nie nie wytrzymałam. Musiałam się zapytać, bo
chyba bym niewytrzymała.
-Tak.-surowo
odpowiedział, jakbym zapytała o najgłupsza rzecz na świecie.-
dobra to teraz pojedziemy do szpitala, a potem zabieram cię na
kolację.- oznajmił patrząc się prosto w moje tęczówki. Ja nie
mogę teraz iść dzisiaj z nim na tą cholerną kolację. Chce
wreszcie wrócić do domu.
-A
czy mogli byśmy przełożyć tą kolację na jakiś inny wieczór,
chociaż na jutro. Proszę??
-A
czemu nie dzisiaj?- wiedziałam że się o to spyta.
-Ponieważ,
dzisiaj nie za dobrze się czuje, i jestem strasznie zmęczona i poza
tym chce dziś nocować w domu.
-Nie,
idziemy dzisiaj.
***
Droga
do szpitala minęła w grobalnej ciszy. Bez problemu trafiliśmy do
pokoju Jessy. Zapukaliśmy i powoli weszliśmy.
-Hej,
jak się masz?- pierwsza zapytałam. Leżała w swoim łóżku
szpitalnym. Lekko się uśmiechnęła. Cały czas była blada jak
ściana.
-Już
dobrze. A jak tam u was?-usiedliśmy koło niej. Jednak na osobnych
krzesłach. Chciałam się odezwać ale oczywiście on był pierwszy.
Kto by się tego nie spodziewał.
-U
nas wszystko dobrze. Przyjechaliśmy na chwilę, bo wieczorem idziemy
na kolację.- powiedział formalnym, poważnym głosem. Nie wiem jak
ona ale ja nie mam zamiaru z nim nigdzie iść.
Po
pół godzinie wymieniania jakiś krótkich zdań Zayn chciał zacząć
się już zbierać. W ciągu tej pół godziny chłopak odebrał tyle
telefonów, że to się w głowie nie mieści.
-Ani,
zaraz idziemy, pożegnaj się już.-i następny telefon zadzwonił.
Zayn wstał i podszedł do okna. Ja również wstałam i przybliżyłam
się do ucha Jes.
-Jes,
słuchaj pójdę do łazienki i ucieknę przez okno, zostawię
telefon pod twoją kołdrą żeby nie mógł mnie namierzyć- szybko
wsunęłam jej pod nogi mój telefon- i posłuchaj wymyśl jakiś
adres. Ty nic nie wiesz. Ucieknę do domu, mną się nie martw. On
chce mnie rozdziewiczyć. Ja się go zaczynam bać. Chce o nim
zapomnieć.- szepnęłam. Usłyszałyśmy że Zayn kończy rozmowę.
Więc ja się odsunęłam a potem udając że ją całuje w policzek
na pożegnanie, szepnęłam- tylko pamiętaj ty nic nie wiesz. No to
pa. Trzymaj się.- ona tylko kiwnęła głową na znak że
zrozumiała. Chłopak zbliżyła się do nas i objął mnie od tyłu
w tali.
-No
to co idziemy? Pożegnałaś się?-zapytał
-Tak,
ale mogę iść jeszcze do łazienki?- znowu usłyszałam wibracje w
jego kieszeni.
-Dobra
ale szybko. Będę czekał tu na ciebie.-kiwnęłam tylko głową. I
ruszyłam do drzwi od łazienki. Słyszałam już tylko jego rozmowę
przez telefon. Zamknęłam za sobą drzwi. Cholera tu też nie ma
zamka. Ale mam pecha. Więc muszę jak najszybciej to załatwić.
Okno było wysoko ale na szczęście nie było takie małe jak w jego
domu. Dziękowałam Bogu za to że Jes leży na parterze. Otworzyłam
okno, stanęłam na umywalce i wdrapałam się na nie. Nie było aż
tak wysoko. Powoli wyskoczyłam. Najpierw nogi potem reszta.
Przymknęłam patykiem lekko okno aby nie było podejrzane. Apotem to
już tylko biegłam. Obiegłam cały szpital aż dobiegłam do
głównej ulicy. Podniosłam rękę i od razu koło mnie zatrzymała
się taksówka. Wsiadłam i bez zastanowienia podałam adres.
-Tylko
jak by pan mógł jechać w miarę szybko ponieważ dosyć mi się
śpieszy.- kierowca tylko przytakną i ruszył.
______________________________________________________________
(ZAYN)
Skończyłem rozmawiać.
Znowu dzwonili do mnie w sprawie jakiegoś chujowego spotkania,
którymi już rzygam. Ale niestety to moja praca. Ani dalej nie było
widać. Ile kurwa można siedzieć w tej pieprzonej łazience.
Podszedłem do drzwi i w nie zapukałem.
-Ani
weź się pośpiesz!-krzyknąłem. Nie dostałem odpowiedzi. Więc
jeszcze raz zapukałem i krzyknąłem- Angel bo zaraz kurwa wejdę!-
i znowu nic-dobra jak sobie chcesz- czułem wzrok panny Jessy na
swoich plecach. Nacisnąłem na klamkę a drzwi stanęły przede mną
otworem. I na moje zdziwienie łazienka była kurwa pusta. A
pieprzone okno było otwarte. Jak mogłem być tak kurwa głupi!
Złość znowu wróciła. Moje żyły zaczęły dwa razy szybciej
pulsować. Złość powróciła. Od dłuższego czasu starałem się
nad nią panować aż do teraz kiedy poznałem ją. Angel. Nie wiem
czemu ale tak bardzo chciałem ją przy sobie zatrzymać. A ta jej
nie po słuszność i pyskatość jeszcze bardziej mnie nakręcały.
Ale ona była inna nie tylko przez to że była jeszcze dziewicą ale
przez to jej zachowanie. To mnie nakręcało i pobudzało. Nie była
taka jak inne. A teraz kiedy widzę że ode mnie uciekła, po prostu
mnie zabolało ale też nakręciło i zezłościło. Rzadko się
zdarza żeby mi ktoś coś zrobił żeby mnie zabolało, żebym
poczuł się urażony. Po prostu zawsze to co chciałem to to
dostawałem. Nie było innej opcji. Nie wyobrażałem sobie innego
życia. A nagle spotykam ją i wszystko się burzy. Zawsze miałem
laskę, którą kiedy tylko chciałem mogłem wykorzystać w
najróżniejszy sposób. Ona nie mogła się sprzeciwić lub
cokolwiek nawet powiedzieć. To mnie uspokajało. Sex mnie uspokajał.
Nic innego, tylko to. Tak już było. A z nią wiedziałem że będzie
inaczej i tego się najbardziej bałem, obawiałem. Na chwile jej
zaufałem, spuściłem z oka i co widzę pustą łazienkę.
Pierdoloną pustą łazienkę. Mocno zacisnąłem pięści. Mięśnie
na całym ciel momentalnie mi się spięły. Nie panowałem nad sobą.
Byłem gotowy zrobić dla niej wszystko. Pierwszy raz jak żyje byłem
w stanie zrobić dla kogoś, dla drugiej osoby wszystko. Musiałem ją
znaleźć! Momentalnie się odwróciłem i wrzasnąłem.
- Do chuja!! Gdzie ona do
kurwy nędzy jest!!!!!!- Dziewczyna leżąca w łóżku widać że
się mnie już bała. Ale to mnie gówno obchodziło. Nienawidziłem
się powtarzać. Wrzasnąłem po raz drugi.
-Gdzie
ona kurwa jest!!!!
______________________________________________________________________________________________
DZIEŃ
DOBEREK MOJE KOCHANE MISIE!!! JAK
WAM DZISIAJ DZIONEK MINĄ?????? BO MI BARDZO DOBRZE <3 ;)
KUPIŁAM DZISIAJ BILET NA
KONCERT ,, ROOM 94 ,, !!! ALE SIĘ CIESZĘ!!
SERIO!! KONCERT JEST W TĄ ŚRODĘ <3
NO A WIĘC MAMY ROZDZIAŁ 6!!
MAM
NADZIEJĘ ŻE SIĘ PODOBAŁ :) :) :) :) :) :)
A NA WEEKEND WYJEŻDŻAM DO
WARSZAWY WIĘC KOLEJNY ROZDZIAŁ SPRÓBUJE DODAĆ DO HMMMMMM NASTĘPNEJ
ŚRODY CZYLI TO JEST CHYBA 09.04.14rok JAKOŚ TAK...
OD RAZU Z GÓRY PRZEPRASZAM NO
ALE TAK TO NIE BĘDĘ MIAŁA CZASU BO SĄ SPRAWDZIANY, W ŚRODĘ MAM
KONCERT, A OD PIĄTKU DO WTORKU ( BO SĄ REKOLEKCJĘ ) BĘDĘ MIAŁA
WOLNE KTÓRE SPĘDZĘ W WARSZAWIE U TATY W STAJNI I TAM NIE ZABIERAM
KOMPUTERA WIĘC TAK NAPRAWDĘ BĘDĘ MIAŁA TYLKO CZWARTEK I ŚRODĘ
NA PISANIE TEGO ROZDZIAŁU WIĘC TROCHĘ MAŁO ALE DAM RADĘ. DO 24
POWINNAM SIĘ WYROBIĆ ;) :) ;) ;)
TO MIŁEGO CZYTANIA A JA
LECE SIĘ WRESZCIE UCZYĆ PAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPA
xX Xx xX Xx xX