wtorek, 1 kwietnia 2014

                                          Rozdział 6

Siedziałam na zimnej posadce opierając się o chłodną powłokę drzwi. Dobra muszę wziąć się w garść. Będzie dobrze. Poradzę sobie. Jestem silna. Powoli wstałam. Spojrzałam na klamkę. Co? Nie ma zamka. Te drzwi nie zamykają się na klucz. Przecież on może wejść tu w każdej chwili. Nie przeżyje tego. Dobra ale załóżmy, że on nie jest taki i że tu nie wejdzie. Powoli podeszłam do ogromnego prysznica. Zamierzam wziąć szybką kąpiel i jak najszybciej wyjść z tego pałacu i pojechać do mojego domu. Mama pewnie już się niecierpliwi. Ale na szczęście jeszcze nie dzwoni. Chyba. Gdzie jest mój telefon? Dobra wykąpie się i go poszukam. Odkręciłam prysznic a z rączki zamieszczonej na górze prysznica wyleciała gorąca woda. Powoli zdjęłam to coś z siebie zerknęła jeszcze raz w lustro. Boże wyglądam strasznie. Mój mocniejszy niż zwykle makijaż cały się rozmazał po moich policzkach. Maluje się mocniej tylko na jakieś okazje i imprezy. A tak normalnie na co dzień maluje się tylko lekko tuszem do rzęs i lekko pudrem. Nic wielkiego ale to nie dlatego że nie lubię tego robić ja po prostu jestem ogromnym śpiochem i nigdy rano nie mam czasu na takie rzeczy. I tak i tak zawsze się spóźniam a makijaż robię dopiero w pracy. Moje falowane ciemno brązowe włosy były roztrzepane ale do tego to już ja i wszyscy dookoła mnie przywykli. Oczy miałam podkrążone z ciemno fioletowymi worami. Szybko zdjęłam bieliznę i nie pewnie wrzuciłam ją do kosza z brudnymi rzeczami do prania. Wskoczyłam pod gorącą wodę i zamknęłam za sobą prysznic. Gdy wrzątek s tykną się z moim ciałem od razu na skórze poczułam gęsią skórkę. Odwróciłam się tyłem do drzwi wejściowych do łazienki sięgnęłam po żel pod prysznic i zaczęłam go rozsmarowywać po swoim ciele. Miał piękny truskawkowy, mój ulubiony zapach. Był bardzo odświeżający. Od razu jego woń rozprzestrzeniła się po całym pomieszczeniu. Następnie sięgnęłam po szampon do włosów. Wylałam trochę na rękę i zaczęłam wsmarowywać go we włosy. Również miał przepiękny zapach ale nie mogłam odgadnąć jak to zapach. Tajemniczy. Na butelce pisze tylko że to odświeżający szampon o czarującym zapachu. Hmm, dziwne. Dobra Ani teraz masz nie myśleć tylko się po prostu zrelaksuj i odpręż. Nie myśl o niczym. Nic cie nie obchodzi. Nic cie nie interesuje. Po prostu nic. Jesteś tu sama. I jest wszystko pod kontrolą. Wszystko jest dobrze. Ciepła woda opatula twoje ciało. O niczym nie myśl. Tu jesteś bezpieczna. Nagle moje przeczucie że ktoś mnie obserwuje powróciło. Jak już chyba każdy wie że jestem strasznie wrażliwa na kogoś wzrok umieszczony prosto na mnie i tylko na mnie a co gorsza bez mojej wiedzy. Najgorsze uczucie chyba w całym moim życiu. Ani to nie jest możliwe. Jesteś sama w łazience. Nikt więcej tylko ty i twoje myśli. Niech to do ciebie wreszcie dotrze. Masz prawie już 20 lat. Dziewczyno ogarnij się w końcu nikogo tu nie ma. Nie wytrzymałam i dla swojego upewnienia odwróciłam się w stronę drzwi do łazienki. I co ujrzałam. Ujrzałam jego wysoką posturę znikającą za drzwiami prowadzącymi do tego niby mojego pokoju. Nogi zrobiły mi się jak by z waty. Boże on tu był. Jednak się nie myliłam. Ja się nigdy nie mylę. To mnie nigdy nie zawodzi. Otworzyłam szeroko usta. Oparłam się o zimną ścianę pod prysznicem. Woda dalej prosto na mnie leciała. Zrobiło mi się słabo i nie dobrze. Jak ja mam mu zaufać. Nie mógł jak normalny człowiek zaczekać przed drzwiami? A nie przepraszam on nie jest normalny. Boże w co ja się wpakowałam. Po prostu w jedno wielkie gówno. Nigdy więcej. Wyłączyłam wodę i sięgnęłam po ręcznik. Owinęłam się nim i otworzyłam drzwiczki od prysznica. Najpierw pierwsze potem drugie. Powoli wyszłam na zimną posadzkę. Moje stopy doznały chyba szoku termicznego. Ale teraz nie dbałam o to. Przejrzałam się w lusterku teraz moja twarz wyglądała zupełnie inaczej. Lepiej. Podeszłam do pułki gdzie leżały moje czyste ubrania i o dziwo była tam nawet bielizna. Szybko ją założyłam. Sprawdzając czy jestem sama w łazience. Na półce leżały rurki i jakiś niebieski T-shirt oraz piękna sukienka. Ale sukienki na pewno nie założę bo nie znoszę ubrań bez kroku czyli sukienek i spódniczek. Nie czuje się w nich komfortowo. Założyłam spodnie a następnie bluzkę. Sięgnęłam po szczotkę leżącą na innej półce. Podeszłam do wielkiego lustra zawieszonego nad umywalką na ścianie. Włożyłam szczotkę w mokre włosy. Mocno pociągnęłam w dół. Ale szczotka ani drgnęła. Postanowiłam że uczesze je później jak już wyschną. Zawinęłam włosy ręcznikiem w tak zwany turban. I powoli ruszyłam do drzwi chwytając po drodze tą przepiękną fioletowo - szarą sukienkę. Otworzyłam drzwi od łazienki i przed sobą ujrzałam Zayna. Stał pół metra ode mnie. Zmierzył mnie całą tym swoim mocnym wzrokiem.
-Czemu ubrałaś spodnie?- zmarszczył czoło.
-Bo nienawidzę sukienek-podałam mu sukienkę do rąk-trzymaj ona się nie przyda.- jego flirtaśny uśmieszek pojawił się na jego ustach.
-Uwierz przyda się jeszcze dzisiaj. Zabieram cię wieczorem na kolacje do restauracji.
-Co? Ale ja nie chcę z tobą nigdzie iść, chce normalnie wrócić do domu jak normalna dziewczyna i o wszystkim zapomnieć a szczególnie o tobie!- ostatnie słowa wręcz wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
-Ups. Chyba ci się nie uda. Napisałem już do twojej mamy że zostajesz u Jessy jeszcze jedną noc.-zakrztusiłam się własnym powietrzem. Co?-więc nie musisz się obawiać.- puścił mi oczko.
-Ty jesteś nienormalny!-krzyknęłam mu prosto w twarz. Odwróciłam się na pięcie i zamknęłam się w łazience. Oczywiście na ile to było możliwe bo nie było zamka ani kluczyka była tylko klamka. Usiadłam na ziemi opierając się i przytrzymując plecami drzwi tak aby on ich nie mógł otworzyć. Sięgnęłam do kieszeni spodni po telefon ale go tam nie było. Mojej klawiszowej cegły. Wstałam na równe nogi otwierając drzwi. Krzyknęłam.
-Oddaj mi mój telefon!
-Nie. Chodź tu do mnie.- zatrzasnęłam z powrotem drzwi i zajęłam taką samą pozycję jak wcześniej. Nie to nie. Ja nie chce mi dać moje telefonu to mam to gdzieś. Muszę się stąd jakoś wydostać. Od razu wpadł mi do głowy wyjście przez okno. Niestety było strasznie wysoko i było takie małe że pewnie bym w nim utknęła. Więc nic innego nie pozostaje mi do roboty aż przeczekać aż on sobie gdzieś stąd pójdzie.
-Angel!!!!- usłyszałam jego krzyk przez grubą powłokę drzwi.-Odsuń się od drzwi!!!!- próbowałam go ignorować. Zaczynam się go bać. Podkurczyłam nogi do brody i schowałam twarz w kolanach. Poczułam że ktoś jeszcze dosyć lekko popycha drzwi. Jestem silna. Dam rade.
-Ani!!! do cholery odsuń się od tych drzwi!!!!-kolejne krzyki i popchnięcia. Wytrzymam. Nie boję się. Nie ruszę się stąd.
-Angel!! Nie chcę zrobić ci krzywdy!! Więc odsuń się od tych kurwa drzwi!!!-Kolejne mocne popchnięcia. Teraz ledwo co dałam rade przytrzymać drzwi. Pierwsze popchnięcie. Poleciałam popchnięta na środek łazienki. Wstałam i jak najszybciej podbiegłam do drzwi. Podstawiłam kosz na ubrania do prania pod drzwi i sama trzymałam zimną powłokę drzwi z całych sił. Ręcznik spadł mi z głowy. Wypuszczając jeszcze mokre fale na zewnątrz. Wyglądałam pewnie strasznie. To nie pierwszy raz kiedy musiałam zastawiać drzwi od łazienki lub pokoju wtedy zwykle to było przed Jackobem a nie przed nim no i zwykle były do tego jeszcze klucze lub zamki w drzwiach a nie tak jak tu. Drugie popchnięcie było sześćdziesiąt razy silniejsze. Odepchnęło mnie na koniec wielkiej łazienki walnęłam całym ciałem o ścianę a potem obślizgnęłam się po niej i upadłam. On jest serio strasznie silny. Ledwo łapałam powietrze. Mokre fale przykleiły i zasłoniły mi całą twarz. Widziałam ciemne plamki przed oczami. Było mi słabo. Nie czułam się za dobrze. Cała siła odeszła zemnie. Zawróciło mi się w głowie. Leżałam i nie miałam siły ani ochoty się podnieść. W drzwiach zobaczyłam tylko jeszcze jego. Umięśnionego, silnego, nie znajomego, przepięknego, czarnego anioła, który prawie mnie przed chwilą zabił. Nie czułam już nic oprócz bezsilności, złości, gniewu, strachu, przerażenia i wzroku umieszczonego na mnie. Nic więcej. To były ułamki sekundy. Jeszcze raz podniosłam wzrok na niego. Ale on już nie stał w drzwiach teraz biegł w moją stronę. Pięć sekund temu a może nawet mniej siedziałam przytrzymując drzwi sobą. A teraz. Teraz już tylko widzę czarne plamki i wielką posturę chłopaka zmierzającego szybko w moją stronę. Jeszcze jeden zawrót głowy i urwany film. Nastała ciemność. Ciemno, ciemno wszędzie ciemno. Nic nie czuje. Po prostu.
Ciemność.


***

Czuje kogoś ciepły oddech na mojej szyi. Powoli otworzyłam swoje oczy i nad sobą ujrzała czarne źrenice zawieszone kilka centymetrów nad moją twarzą.
-Widzisz jak się kończy sprzeciwianie się ze mną.- usłyszałam ochrypnięty głos nade mną. Był poważny i agresywny. Nie trzeba było nawet się na niego patrzeć żeby wiedzieć, ze jest wkurwiony. I wygląda nawet na to że to przeze mnie ale ja nawet nie wiem co się stało. I o co mu chodzi jak ja nic nie pamiętam. W ogóle gdzie ja jestem. I co on robi nade mną?
-Co się stało? Nic nie pamiętam.-wydukałam po cichu, nie śmiało. Powoli zaczynałam sobie przypominać, nie miłe zdarzenie z łazienki. Ale gdy upadłam, co się wtedy stało.
-Zemdlałaś.- jego głos od razu się zmienił. Był łagodniejszy i milszy. Wow jak szybko zmienił swoje nastawienie. Mi by to pewnie zajęło dłużej. Czyli że zemdlałam. No tak byłam w takim szoku że ja pierdole. No bo z tego co pamiętam to chyba nie codziennie jest się rzucanym na ścianę przez nie znajomego. No bo nie tak? Przecież ja go nie znam. A popychając drzwi można powiedzieć że rzucił mną na ścianę. Kurwa mogłam się odsunąć wtedy kiedy prosił. Wtedy byśmy byli już pewnie u Jes w szpitalu a potem może by mi się udało jakoś z myknąć do domu. I tak jak zwykle to moja wina. Czemu ja chociaż raz nie mogę się kogoś posłuchać. Chociaż raz. No tylko raz. Życie wtedy było by pewnie lepsze, prostsze. Ale nie ja zawsze wszystko po swojemu. Z zamyślenia wyrwał mnie jego już spokojny głos.
-Wszystko dobrze? Jak się czujesz?- czy on się właśnie martwi?
-Chyba tak, może być.-i teraz pewnie zacznie przepraszać jak zwykle wszyscy.
-To dobrze.-Zmarszczył czoło-mówiłem żebyś się odsunęła.- boże czy tak trudno raz przeprosić?- pamiętaj to co jak chce to to dostaję. Nie wiem w jaki sposób może to być tez oczywiście siła ale z tym staram się nie przesadzać, ale po prostu to co chce jest moje tak jak ty na przykład.- a gdzie przepraszam? Nie powiedział albo jest głucha. Dziwne. Odsuną się od mojej twarzy i położył się koło mnie.
-Wystarczy przeprosić. Wiesz o ty?- powiedziałam przyglądając się jego ruchom. Popatrzył się na mnie jak na debilkę. Co ja takiego powiedziałam?
-Czyli że dobrze się już czujesz tak?
-No tak. Długo byłam nie przytomna?
-Z szesnaście minut. Nie aż tak długo.- otworzyłam szerzej oczy. Przecież jeżeli ktoś jest nie przytomny dłużej niż dwanaście minut to to zagraża życiu. O mój Boże. Na szczęście żyje. - Dobra a teraz odpowiedz na zadane wcześniej pytanie.- co? O nie i tego się obawiałam. Znowu to samo. O nie.- przypomnieć ci to pytanie?- nie niech już tego nie mówi niech nie powtarza. Otworzyłam usta żeby zaprzeczyć. Ale się nie udało.- Dobra- jego uśmieszek z powrotem powrócił na jego usta.- Czy kiedykolwiek uprawiałaś sex?- boże, i co tak na luzie ma mu powiedzieć. Zamknęłam oczy. Zatracając się w swoich własnych myślach.- widzę że to u ciebie dosyć wstydliwy temat-no co ty kurwa nie powiesz. Znowu było słychać w jego głosie uśmiech.- intymny temat- boże znowu uśmiech wiem że się uśmiecha chociaż że mam zamknięte oczy.- No więc jak? Pamiętaj mi możesz zaufać. Jestem już przyzwyczajony do takich tematów. No to jak?-dobra dam rade i tak nie długo o nim zapomnę. Lekko pokręciłam przecząco głową, cały czas nie otwierając oczu.
-Nie-cicho, ledwo słyszalnie bąknęłam pod nosem.
-Naprawdę!?! Przecież ty masz 19 lat! I nigdy nie uprawiałaś seksu?
-Nigdy nawet nie miałam takiego chłopaka żeby coś. Nigdy się nawet nie całowałam. A ty mi nagle gadasz o takich rzeczach?!!!- boże ale się wkurzyłam. Co to jakieś przesłuchanie czy coś? To prawda nigdy nie całowałam się z żadnym chłopakiem. Dla mnie nowością było to że leże z kimś w łóżku. Nienawidzę jak ktoś się na mnie patrzy. Po prostu wtedy zaczynam się bać że coś mi może zrobić.
-Czyli że jesteś dziewicą.-zmarszczył czoło i potarł palcami swoje wargi.- czyli że będzie z tobą inaczej, hmmm trudniej.- co. O co mu do kurwy nędzy chodzi?co trudniej? Co inaczej? Przecież ja nie zamierzam tracić dziewictwa z nim. Ja czekam na mojego księcia z bajki, w którym naprawdę się zakocham. Ja muszę kogoś kochać żeby to zrobić. Ale na pewno to nie będzie on. Ktoś romantyczny, miły, posłuszny, ktoś na kim mogę polegać, ktoś kto mnie zrozumie i posłucha. To jest jego po prostu przeciwieństwo. O tak tak to można nazwać, szukam kogoś kto jest przeciwieństwem tego który właśnie leży ze mną w łóżku. Ktoś inny. No może Zayn jest ładny dobra naprawdę piękny i mądry ale ta jego aura. Te jego zmiany nastroju. Myśli tylko o jednym. Ta agresja. Te za szybkie kroki w stronę niby nas. To wszystko jest jak dla mnie inne. Wręcz nie normalne. Jemu się w głowie popieprzyło przez to ile ma kasy. Jest milionerem. I przez te jego nazwisko, które chyba każdy miał. To nie dla mnie. Nie mogę z nim wytrzymać zaledwie doby a co dopiero miesiąc, rok, całe życie. Ja nie dam rady. Ja nie szukam bogacza. - czyli że trzeba będzie chyba zacząć od początku, to będzie chyba mój pierwszy raz żeby kogoś uczyć. Ale dam rade, ja zawsze daję rade.- z zamyślenia właśnie wyrwał mnie jego ochrypnięty cichy głos. Jakby mówił sam do siebie. Spojrzałam na niego. Był zamyślony. Tak jakby był we własnym świecie. Tylko on i jego myśli. Czy on jest na pewno zdrowy? Może ma jakąś chorobę na przykład jakiś autyzm lub coś. No nie wiem.
-Dobrze się czujesz?- no nie nie wytrzymałam. Musiałam się zapytać, bo chyba bym niewytrzymała.
-Tak.-surowo odpowiedział, jakbym zapytała o najgłupsza rzecz na świecie.- dobra to teraz pojedziemy do szpitala, a potem zabieram cię na kolację.- oznajmił patrząc się prosto w moje tęczówki. Ja nie mogę teraz iść dzisiaj z nim na tą cholerną kolację. Chce wreszcie wrócić do domu.
-A czy mogli byśmy przełożyć tą kolację na jakiś inny wieczór, chociaż na jutro. Proszę??
-A czemu nie dzisiaj?- wiedziałam że się o to spyta.
-Ponieważ, dzisiaj nie za dobrze się czuje, i jestem strasznie zmęczona i poza tym chce dziś nocować w domu.
-Nie, idziemy dzisiaj.


                                             ***


Droga do szpitala minęła w grobalnej ciszy. Bez problemu trafiliśmy do pokoju Jessy. Zapukaliśmy i powoli weszliśmy.
-Hej, jak się masz?- pierwsza zapytałam. Leżała w swoim łóżku szpitalnym. Lekko się uśmiechnęła. Cały czas była blada jak ściana.
-Już dobrze. A jak tam u was?-usiedliśmy koło niej. Jednak na osobnych krzesłach. Chciałam się odezwać ale oczywiście on był pierwszy. Kto by się tego nie spodziewał.
-U nas wszystko dobrze. Przyjechaliśmy na chwilę, bo wieczorem idziemy na kolację.- powiedział formalnym, poważnym głosem. Nie wiem jak ona ale ja nie mam zamiaru z nim nigdzie iść.
Po pół godzinie wymieniania jakiś krótkich zdań Zayn chciał zacząć się już zbierać. W ciągu tej pół godziny chłopak odebrał tyle telefonów, że to się w głowie nie mieści.
-Ani, zaraz idziemy, pożegnaj się już.-i następny telefon zadzwonił. Zayn wstał i podszedł do okna. Ja również wstałam i przybliżyłam się do ucha Jes.
-Jes, słuchaj pójdę do łazienki i ucieknę przez okno, zostawię telefon pod twoją kołdrą żeby nie mógł mnie namierzyć- szybko wsunęłam jej pod nogi mój telefon- i posłuchaj wymyśl jakiś adres. Ty nic nie wiesz. Ucieknę do domu, mną się nie martw. On chce mnie rozdziewiczyć. Ja się go zaczynam bać. Chce o nim zapomnieć.- szepnęłam. Usłyszałyśmy że Zayn kończy rozmowę. Więc ja się odsunęłam a potem udając że ją całuje w policzek na pożegnanie, szepnęłam- tylko pamiętaj ty nic nie wiesz. No to pa. Trzymaj się.- ona tylko kiwnęła głową na znak że zrozumiała. Chłopak zbliżyła się do nas i objął mnie od tyłu w tali.
-No to co idziemy? Pożegnałaś się?-zapytał
-Tak, ale mogę iść jeszcze do łazienki?- znowu usłyszałam wibracje w jego kieszeni.
-Dobra ale szybko. Będę czekał tu na ciebie.-kiwnęłam tylko głową. I ruszyłam do drzwi od łazienki. Słyszałam już tylko jego rozmowę przez telefon. Zamknęłam za sobą drzwi. Cholera tu też nie ma zamka. Ale mam pecha. Więc muszę jak najszybciej to załatwić. Okno było wysoko ale na szczęście nie było takie małe jak w jego domu. Dziękowałam Bogu za to że Jes leży na parterze. Otworzyłam okno, stanęłam na umywalce i wdrapałam się na nie. Nie było aż tak wysoko. Powoli wyskoczyłam. Najpierw nogi potem reszta. Przymknęłam patykiem lekko okno aby nie było podejrzane. Apotem to już tylko biegłam. Obiegłam cały szpital aż dobiegłam do głównej ulicy. Podniosłam rękę i od razu koło mnie zatrzymała się taksówka. Wsiadłam i bez zastanowienia podałam adres.
-Tylko jak by pan mógł jechać w miarę szybko ponieważ dosyć mi się śpieszy.- kierowca tylko przytakną i ruszył.
______________________________________________________________
                                                                       (ZAYN)

Skończyłem rozmawiać. Znowu dzwonili do mnie w sprawie jakiegoś chujowego spotkania, którymi już rzygam. Ale niestety to moja praca. Ani dalej nie było widać. Ile kurwa można siedzieć w tej pieprzonej łazience. Podszedłem do drzwi i w nie zapukałem.
-Ani weź się pośpiesz!-krzyknąłem. Nie dostałem odpowiedzi. Więc jeszcze raz zapukałem i krzyknąłem- Angel bo zaraz kurwa wejdę!- i znowu nic-dobra jak sobie chcesz- czułem wzrok panny Jessy na swoich plecach. Nacisnąłem na klamkę a drzwi stanęły przede mną otworem. I na moje zdziwienie łazienka była kurwa pusta. A pieprzone okno było otwarte. Jak mogłem być tak kurwa głupi! Złość znowu wróciła. Moje żyły zaczęły dwa razy szybciej pulsować. Złość powróciła. Od dłuższego czasu starałem się nad nią panować aż do teraz kiedy poznałem ją. Angel. Nie wiem czemu ale tak bardzo chciałem ją przy sobie zatrzymać. A ta jej nie po słuszność i pyskatość jeszcze bardziej mnie nakręcały. Ale ona była inna nie tylko przez to że była jeszcze dziewicą ale przez to jej zachowanie. To mnie nakręcało i pobudzało. Nie była taka jak inne. A teraz kiedy widzę że ode mnie uciekła, po prostu mnie zabolało ale też nakręciło i zezłościło. Rzadko się zdarza żeby mi ktoś coś zrobił żeby mnie zabolało, żebym poczuł się urażony. Po prostu zawsze to co chciałem to to dostawałem. Nie było innej opcji. Nie wyobrażałem sobie innego życia. A nagle spotykam ją i wszystko się burzy. Zawsze miałem laskę, którą kiedy tylko chciałem mogłem wykorzystać w najróżniejszy sposób. Ona nie mogła się sprzeciwić lub cokolwiek nawet powiedzieć. To mnie uspokajało. Sex mnie uspokajał. Nic innego, tylko to. Tak już było. A z nią wiedziałem że będzie inaczej i tego się najbardziej bałem, obawiałem. Na chwile jej zaufałem, spuściłem z oka i co widzę pustą łazienkę. Pierdoloną pustą łazienkę. Mocno zacisnąłem pięści. Mięśnie na całym ciel momentalnie mi się spięły. Nie panowałem nad sobą. Byłem gotowy zrobić dla niej wszystko. Pierwszy raz jak żyje byłem w stanie zrobić dla kogoś, dla drugiej osoby wszystko. Musiałem ją znaleźć! Momentalnie się odwróciłem i wrzasnąłem.
- Do chuja!! Gdzie ona do kurwy nędzy jest!!!!!!- Dziewczyna leżąca w łóżku widać że się mnie już bała. Ale to mnie gówno obchodziło. Nienawidziłem się powtarzać. Wrzasnąłem po raz drugi.
-Gdzie ona kurwa jest!!!!


______________________________________________________________________________________________

DZIEŃ DOBEREK MOJE KOCHANE MISIE!!! JAK WAM DZISIAJ DZIONEK MINĄ?????? BO MI BARDZO DOBRZE <3 ;)
KUPIŁAM DZISIAJ BILET NA KONCERT ,, ROOM 94 ,, !!! ALE SIĘ CIESZĘ!! SERIO!! KONCERT JEST W TĄ ŚRODĘ <3
NO A WIĘC MAMY ROZDZIAŁ 6!! MAM NADZIEJĘ ŻE SIĘ PODOBAŁ :) :) :) :) :) :)
A NA WEEKEND WYJEŻDŻAM DO WARSZAWY WIĘC KOLEJNY ROZDZIAŁ SPRÓBUJE DODAĆ DO HMMMMMM NASTĘPNEJ ŚRODY CZYLI TO JEST CHYBA 09.04.14rok JAKOŚ TAK...
OD RAZU Z GÓRY PRZEPRASZAM NO ALE TAK TO NIE BĘDĘ MIAŁA CZASU BO SĄ SPRAWDZIANY, W ŚRODĘ MAM KONCERT, A OD PIĄTKU DO WTORKU ( BO SĄ REKOLEKCJĘ ) BĘDĘ MIAŁA WOLNE KTÓRE SPĘDZĘ W WARSZAWIE U TATY W STAJNI I TAM NIE ZABIERAM KOMPUTERA WIĘC TAK NAPRAWDĘ BĘDĘ MIAŁA TYLKO CZWARTEK I ŚRODĘ NA PISANIE TEGO ROZDZIAŁU WIĘC TROCHĘ MAŁO ALE DAM RADĘ. DO 24 POWINNAM SIĘ WYROBIĆ ;) :) ;) ;)
TO MIŁEGO CZYTANIA A JA LECE SIĘ WRESZCIE UCZYĆ PAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPAPA

xX          Xx                    xX                 Xx                xX