Rozdział
7
Nareszcie
dojechaliśmy do mojego domu. Zapłaciłam taksówkarzowi i wyszłam
z taksówki. Taksówka odjechała a ja podbiegłam po schodkach i
stanęłam koło drzwi. Wyjęłam klucz z małej brązowej torebki i
otworzyłam nim drzwi. Weszłam i zdjęłam drzwi. Sprawdziłam dwa
razy czy na pewno dobrze zamknęłam drzwi na klucz. Bo znając życie
po jakimś czasie dowie się gdzie ja mieszkam i przyjdzie. Bo bóg
wie co tam w tych informacjach jest o mnie napisane. Byłam sama w
domu. Moja mama pewnie była w pracy, chociaż że to późna sobota
to pewnie po pracy pojedzie jeszcze do sklepu na jakieś zakupy. Tak
jak zwykle. Więc nie zanosi się na to że przyjedzie przed 22.
Zmierzyła w stronę lodówki. Nie powinnam uciekać. Ale sam się o
to prosił. Mam tylko nadzieję że mnie tu nie znajdzie. Bo jeżeli
uda mu się mnie odnaleźć to już jest po mnie. Już nie żyje.
Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej jakąś sałatkę z warzyw
która nie wyglądała aż tak źle. Zjadłam tyle ile mi się udało
zmieścić w moim żołądku. Cały czas byłam lekko zaniepokojona.
Bałam się. Bałam się że mnie znajdzie. Że tu przyjdzie. Byłam
teraz bez telefonu. Nie mogła bym nawet zadzwonić po jakąś pomoc.
Byłam sama w domu. Zrobiłam sobie w wielkim czarnym kubku
przepyszne, gorące kakao. Usiadłam na jasnej kanapie w salonie
przed telewizorem który właśnie włączyłam. Usiadłam i
opatuliłam się czerwonym, cieplutkim moim ulubionym kocykiem i
wzięłam wielki kubek do rąk i ocieplałam nim swoje dłonie, wolno
sącząc gorący napój. Patrzyłam się obojętnie w ekran
telewizora. Gdyby ktoś zapytał się mnie co właśnie leci w
telewizji. Pewnie nie umiałam bym na to pytanie odpowiedzieć.
Patrzyłam się po prostu na ruchome, kolorowe obrazki na ekranie
telewizora. To był penie jakiś film przygodowy ale nie zwracałam
jakoś na to uwagi. Nie obchodziło mnie to. Na dworze było z 30
stopni Celsjusza a ja siedziałam w domu opatulona kocem po sam nos i
pijąc powoli gorące kakao. Nerwy powoli ze mnie schodziły. Ale nie
umiałam przestać o nim myśleć. Zayn. On jest taki dziwny. Jak
jakiś anioł. On nie zachowuje się jak człowiek. Może on jest
jakimś szczurem doświadczalnym lub coś. Bo nie sądzę żeby tacy
ludzie normalnie przychodzili na świat. Coś jest po prostu z nim
nie tak. Z zamyślenia wyrwało mnie to że poparzyłam się gorącą
czekoladą w język. Strasznie szczypało. Zaczęłam machać ręką
w geście chłodzenia. Czułam rosnące burchle na języku. Cały
czas mocno szczypało. Wróciłam do tamtej pozycji. Było już
prawie ciemno. Światło w salonie dawał już tylko telewizor. Znowu
bez czynie patrzyłam się w ekran i powoli zatracałam się w swoim
raju myśli. Gdy nagle ekran zasłoniło mi coś czarnego. Duża
postura kogoś. W pokoju rozległ się głęboki jego głos.
-Balkon
też się zamyka- podskoczyłam na kanapie i krzyknęłam z
przerażenia. Wrzątek z kubka wylał się na mój brzuch i nogi.
Krzyknęłam tym razem z bólu. Kubek spadł na ziemie i rozbił się
na miliony małych kawałeczków szkła. Zrzuciłam z siebie teraz
już mokry i brązowy kocyk a sama podskoczyłam i stopami stanęłam
na posadce. Stanęłam gołymi stopami na rozbitych kawałkach szkła.
Po raz kolejny pisnęłam z ból. Łzy pakowały się do moich oczu i
niebezpiecznie zmierzały do wypłynięcia. Chłopak podbiegł do
mnie. Nie mogłam się ruszyć. Stałam na szkle. Na ziemi widziałam
moją krew wypływającą ciurkiem z moich stup. Bolało jak cholera.
Zacisnęłam pięści i zęby. Stałam a szkoło głębiej wbijało
się w moje ciało. Chłopak podniósł mnie szybkim ruchem i położył
sobie na rękach.
-Jery!!!-rozległ
się jego poważny głos. Jego ochroniarz pojawił się w drzwiach-
posprzątaj tu, tak żeby nie było śladu bycia. Jak najszybciej.
Biorę samochód.- wyniósł mnie na dwór. Trzymałam się mocno
jego bluzki i wciskałam głowę w jego tors. Wszystko mnie strasznie
bolała, szczypało no sama nie wiem. Nie czułam stóp. A brzuch i
nogi czułam jak mnie strasznie pieką i pojawiają się na nich
takie małe burchelki. Każdy ruch mnie bolał. Łzy cały czas
strumieniami leciały mi po policzkach.
-Będzie
dobrze- usłyszałam jego ochrypnięty szept, koło mojego ucha.
Otworzył tylne drzwi od samochodu i położył mnie na tylnych
siedzeniach. Głośno wciągnęłam powietrze przez zęby z bólu.
Zayn zamkną drzwi i wsiadł na miejsce kierowcy. Odpala samochód i
ruszamy. Jechaliśmy strasznie szybko. Kręciło mi się w głowie.
Byłam osłabiona. I czułam się strasznie słabo. Zamknęłam oczy,
ale to ni pomogło. Wszystko piekło. Jakby mi ktoś wywiercał
dziurę w ciele ale nie jestem pewna w którym miejscu.
-Już
dojeżdżamy. Nie zasypiaj. Chociaż spróbuj.-próbuje przez cały
czas debilu. Ale nie miałam siły nawet odpowiedzieć. Otworzył
wszystkie te różne bramy kodami i jak najszybciej wjechaliśmy i
zatrzymaliśmy się na parkingu. Chłopak wręcz wybiegł z samochodu
po to aby mnie zaraz wyciągnąć z auta. Wziął mnie z powrotem na
ręce i szybkim tempem ruszył w stronę drzwi wejściowych. Wybrał
jakiś kod a drzwi stanęły otworem. Przeszedł przez salon i przed
pokój potem wszedł po schodkach aż weszliśmy do mojego pokoju.
Zamknął za sobą drzwi i delikatnie położył mnie na moim łóżku.
Pobiegł do mojej łazienki i przyniósł z niej jakiś chyba
chłodzik, który wyglądał podobnie jak termofor. Podszedł do
moich gołych stóp. Obserwowałam jego każdy ruch. Pobiegł z
powrotem do łazienki i wrócił z pęsetą. Zmarszczyłam brwi.
-Co
zamierzasz zrobić?- szepnęłam bezsilnie.
-Masz
jeszcze pełno szkła w stopach.-dotkną mojej stopy i ukucną.
Pisnęłam z bólu. Powoli pęsetą zaczął wyjmować szkło z mojej
skóry. Piszczałam i zaciskałam pięści z bólu. Po kilkunastu
minutach skończył. Zabandażował moje stopy białym bandażem. A
ja tylko zacisnęłam powieki. Cały czas cholernie bolało.
Zapominając o wszystkim podniosłam rękę i położyłam ją na
brzuchu. Ale gdy tylko moja ręka s tyknęła się z materiałem
mojej bluzki. Krzyknęłam z bólu. Zupełnie zapomniałam o tych
poparzeniach. Chłopak wyszedł z łazienki. Niósł jakąś małą
buteleczkę czegoś w ręku. Wszedł na łóżko. Zamknęłam oczy. A
gdy je otworzyłam chłopak siedział okrakiem nade mną ale nie
dotykając mnie ani trochę, niczym.
-Mogę?-
zapytał ochrypłym głosem, patrząc się prosto w moje tęczówki.
Pokazywał na bluzkę i spodnie. Wiedziałam że w końcu będzie
musiał to zrobić przez te cholerne oparzenia. Chwilę się
zastanawiałam. Dobra pozwolę mu ale tylko raz i tak jestem
strasznie osłabiona a przez to raczej mi nic nie zrobi. Lekko
kiwnęłam głową na znak zgody. Na jego ustach pojawił się
uśmieszek. I już tego pożałowałam. Strach powrócił.
-Podnieś
ręce.- zrobiłam jak kazał. Zayn złapał za dół mokrej koszulki
i powoli, delikatnie przeciągną ją przez całe moje ciało aż
doszło do mojej głowy. Zdjął ją do końca a następnie odrzucił
gdzieś za siebie. Bluzka upadła na ziemie. Popatrzył się na moją
klatkę piersiową i zagryzł dolną wargę swoich ust. Chciałam mu
przywalić z plaskacza prosto w jego policzek ale nie miałam aż
tyle siły. Następnie dorwał się do mojego guzika i rozporka.
Rozpiął powoli te dwie rzeczy i delikatnie zaczął zdejmować moje
rurki. Doszedł do kostek i przeciągną spodnie jeszcze delikatniej
ze względu na bandaże aby się nie zsunęły. Również mokre
spodnie upadły na podłogę. Leżałam teraz przed nim pół
nago.-jesteś piękna- usłyszałam jego głos. Zszedł z łóżka
podniósł małą buteleczkę.
-Co
to?-spytałam cicho.
-Żel
chłodzący na poparzenia.- w pokoju panował pół mrok. Paliła się
tylko jedna lampka. Zamknęłam oczy a chłopak wszedł z powrotem na
łóżko i usiadł znowu okrakiem nade mną. Wylała trochę żelu
sobie na rękę i powoli zaczął wsmarowywać go w mój brzuch.
Wykrzywiłam plecy w łuku z bólu. Opadłam z powrotem na łóżko
kiedy oderwał rękę od mojego brzucha aby nalać następną porcję
żelu chłodzącego. Czułam już w jednym miejscu ulgę. Z powrotem
dotkną moje brzucha a ja znowu wykrzywiłam plecy w łuku tak mocno
że dotknęłam swoim miejscem intymnym jego krocza. Opadłam znowu
na łóżko. Potem było już trochę lepiej. Nogi aż tak nie
szczypały jak wsmarowywał tą maść w nie. Czułam się już o
wiele lepiej. Naprawdę o mnie zadbał. Aż się dziwiłam. Nie
wyglądał na takiego. A tak bardzo mi pomógł. Poszedł teraz do
łazienki. Zaczynało mi się robić chłodno ale nie miałam siły
przykryć się kołdrą na której właśnie leżałam. Zayn wyszedł
z łazienki i z powrotem wszedł na łóżko. Moje oczy ujrzały jego
piękną, umięśnioną, wytatuowaną klatę. Musiał zdjąć koszule
w łazience. Znowu usiadł nade mną okrakiem. Patrzyliśmy się w
swoje oczy.
-Mogę
cię przebrać?-po namyśle przytaknęłam głową. No bo czy miałam
jakiś inny wybór. Uśmiech znowu pojawił się na jego ustach.
Sięgną do mojego stanika, który na nieszczęście był zapinany z
przodu. Zaczęłam szybciej oddychać. Moje serce zaczęło szaleć
gdy tylko dotkną mojego stanika. Powoli go rozpiął i zdjął go z
ramion. Biustonosz wylądował na ziemi. Nie było już odwrotu.
Pewnie zobaczył tam nic. Bo miałam to po mamie to znaczy nie
miałam. Nie miałam nigdy dużych cycek tak jak moja mama. Po prostu
nie mamy dekoltu. Za to Jessy ma i to duży. Jest chuda tak jak ja
ale dekoltu to jej chyba każdy zazdrości. Pocałował mnie w
policzek a potem ścieżką pocałunków zjechał aż do mojej jednej
piersi. Mój wzrok powędrował na sufit. Zaczęłam jeszcze szybciej
oddychać. Jedną ręką złapał mnie za drugiego i mocniej ścisnął.
Cichy jęk wyrwał się z moich otwartych ust. Poczułam jak się
uśmiecha przy mojej skórze. Ścieżką pocałunków zjechał
jeszcze niżej. Nie odrywał ust od mojej skóry. Zatrzymał się
przy linii mojej dolnej bielizny. Dwoma rekami złapał za gumkę od
moich majtek i jednym ruchem ściągną je zemnie. One także
wylądowały na ziemi. Poczułam powiew zimnego powietrza na mojej
kobiecości. Ciarki w dole kręgosłupa nadal nie przechodziły.
Zaczął dalej całować namiętnie moje uda od wewnętrznej strony.
Leżałam naga. Jego jedna ręka powędrowała do mojej piersi a jego
usta dalej całowały moje uda i na około mojej kobiecości.
Ponownie ręką ścisną moją pierś. A z moich ust wyleciał
niekontrolowany głośny jęk. Moje sutki stanęły. On ponownie
zrobił to samo co wcześniej tylko że z drugim a ze mnie wyleciał
taki sam dźwięk jak kilka sekund temu. Robiło mi się coraz
słabiej. Na czole zbierały mi się już kropelki potu. Zayn chyba
to zauważył ze słabnę w oczach i nagle przestał. /pocałował
mnie znowu w policzek.
-Jesteś
naprawdę piękna.- szepną mi do ucha swoim namiętnym głosem.
Sięgną po tą samą sukienkę nocną co wtedy. Leżała koło mnie
na łóżku. Musiał ja wcześniej przynieść. Podniosłam się
lekko na łokciach a chłopak przełożył mi przez głowę jedwabny
materiał. Sięgała mi ona do połowy ud. Mam tylko nadzieje że w
nocy nie podwinie mi się wysoko. Wyją kołdrę z pode mnie i
przykrył mnie nią.
-Straciłaś
trochę krwi i dlatego jest ci słabo. Śpij. Dobranoc.- pocałował
mnie w policzek i zmierzył do drzwi.
-Nie
zostaniesz ze mną?- zapytałam cicho przez brak siły. Uśmiechną
się. Och kocham ten widok.
-No
dobra, ale tylko aż zaśniesz.-położył się koło mnie na
kołdrze.
Powieki
momentalnie zrobiły mi się strasznie ciężkie. Zatraciłam się w
świecie snów.
_____________________________________________________________________________________________
Dzień
dobry. Jak tam? Rozdział siódmy dosyć inny. Ale ja na przykład
nie chciała bym być na jej miejscu na początku rozdziału.
Aaałłłłłłłłłłćććć. Okay. Kolejny rozdział nie wiem
kiedy się pojawi bo teraz idą święta a moi rodzice planują jakiś
rodzinny wyjazd świąteczny :P na przykład nad morze :P Więc nie
wiem jak to wszystko będzie. Dobra mam nadzieję że rozdział się
podobał.
A
tutaj daje wam jeszcze link do bloga mojej przyjaciółki jest
naprawdę fajny.http://pervertniallhoranfanfiction.blogspot.com/?m=1 Jest o Niall'u. Naprawdę ona się bardzo stara i
mam nadzieję że chociaż wejdziecie żeby go zobaczyć. Bardzo
proszę. No to miłego czytania. Pa pa pa pa pa pa pa pa .
ROCK
ME <3